Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 240 012 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

wiosna, wiosna, wiosna ....

piątek, 21 kwietnia 2017 0:28

20170417_181538.jpg

 

Wiosna, wiosna, wiosna ...

 

Drugiego dnia świąt zrobiłam sobie spacer wiosenny.

Dzieci wybrały obiad u EX, byłam więc wolna jak wiosenny wiatr. Co prawda zapowiadali deszcz i zimno, ale szczęśliwie w tym wypadku prognoza nie sprawdziła się.

Wsiadłam więc w samochód i pojechałam do Powsina. Właśnie kwitły magnolie a ogród botaniczny w Powsinie słynie z pięknej kolekcji tych efektownych drzew.

Zamiast więc jęczeć przy stole nad wciskanym na siłę kolejnym serniczkiem powędrowałam sobie przez pachnący ogród ....

W kawo-busie kupiłam duże latte i po długim spacerze usiadłam na ławce na słońcu. Zrobiłam też dużo zdjęć.

Dzisiejszy wpis to właściwie będą zdjęcia, które zrobiłam w parku.

Myślę, że wyszły nieźle. Już szykuję się na fotki rododendronów.

Zakwitną za jakieś dwa tygodnie. Namawiam was na taki fotograficzny spacer   : )  

 

 

 

Różowe magnolie są chyba najpiękniejsze ....20170417_193939.jpg

 

.................................................................................................................

 

20170417_192807.jpg

 

Białe też cudne ....

 

20170417_193334.jpg

 

I żółte, a właściwie kremowe ...

 

20170417_192625.jpg

 

Zakwitła też wiśnia japońska....

 

20170417_204818.jpg

 

 

Już sobie wyobrażam, jak cudnie musi wyglądać Japonia kiedy kwitną wiśnie .....

 

20170417_204401.jpg

 

 

20170417_204041.jpg

 

Znalazłam też pierwszy kwitnący krzew azalii ...

 

20170417_195300.jpg

 

20170417_195105.jpg

 

 

Uwielbiam fiolet ...

 

20170418_101758.jpg

 

 

20170417_195123.jpg

 

 

20170417_194246.jpg

 

 

20170417_200544.jpg

 

 

 

20170417_193502.jpg

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

film, który uratował miliony dusz ...

wtorek, 18 kwietnia 2017 20:47

 

Jim Caviezel, aktor który zagrał Jezusa w "Pasji" twierdzi że kocha ... Polskę !

 

Wstyd się przyznać, ale film " Pasja" w całości obejrzałam dopiero kilka dni temu w polskiej telewizji. Wcześniej po urywkach emitowanych w internecie bałam się go oglądać. Moja nadwrażliwość powoduje, że głęboko przeżywam wszystko co wokół mnie nawet gdy bezpośrednio mnie nie dotyczy...

Tak więc zebrałam się na odwagę i obejrzałam. Oczywiście ważenie było ogromne. Każde uderzenie pejcza, którym smagano Jezusa czułam na własnych plecach.. Cały wielki czwartek przepłakałam ubolewając na całym złem które rozlało się na ziemi, nad okrucieństwem a nawet bestialstwem człowieka .... bestialstwem, którego nie potrafię ani zrozumieć ani wytłumaczyć ....

 

  PINTEREST
„Pasja” to film który uratował miliony dusz. Drugi – ocali miliardy – z Jimem Caviezelem, aktorem, który w „Pasji” Mela Gibsona zagrał Jezusa, rozmawia Ewelina Steczkowska.
Wiem, że zna Pan bardzo dobrze historię Polski. Skąd takie zainteresowanie? Jacy są Pana ulubieni polscy święci?
Moja żona mówi, że jestem najbardziej podobny do św. Piotra (śmiech). Moim najbliższym świętym jest Jan Paweł II. Medalik z Jego obliczem, który zresztą sam poświęcił, noszę stale na swojej szyi. Spotkałem Go dwa razy w życiu; to On zainspirował mnie do zagrania w „Pasji”.

Wspominał Pan, że do Polski przyleciał po to, aby prosić o modlitwę różańcową w intencji filmu Mela Gibsona. Jakie zadania według Pana ma do spełnienia Polska w Europie, ale także na całym świecie, w kwestii wiary i dawania świadectwa?
Przetrwaliście dwa reżimy i wyszliście z tego obronną ręką. Zadaniem dla was, Polaków, jest trwanie w wierze i modlitwa, zwłaszcza różańcowa. Byliście zawsze przy Matce Bożej, Ona was prowadziła i nadal będzie, jeśli wytrwacie.

Czy jest już Pan niejako niewolnikiem Matki Bożej?
Tak, podobnie jak św. Jan Paweł II. Totus Tuus.

Jest Pan narratorem w filmie o Janie Pawle II „Wyzwolenie kontynentu. Jan Paweł II i upadek komunizmu”, wyprodukowanym przez Rycerzy Kolumba. W jakim stopniu ten Święty wpłynął na Pana życie i na ile cierpienie papieża przypominało Panu Drogę Krzyżową Jezusa?
Święty Jan Paweł II nauczył mnie odwagi, również odwagi w cierpieniu. Nauczył mnie bez kompromisu mówić o sprawach wiary, mówić prawdę. Ona ocala, również w cierpieniu.

Czym ma być film „Pasja 2”? Czy będzie opowiadać o działalności Jezusa po zmartwychwstaniu? Czy więcej o Apostołach i uczniach, którzy nauczali w imieniu Jezusa?

„Pasja” to film, który uratował miliony dusz. Drugi – ocali miliardy. Jeśli wydawało ci się, że „Pasja” to mocny film, to zobaczysz, co zrobimy teraz. To będzie największy film w historii kina.

Czy to, że zdecydował się Pan zagrać w „Pasji”, a teraz w jej kontynuacji, wynika z tego, że chciał Pan opowiedzieć się wartościami? Czy to, że występuje Pan w filmach religijnych sprawia, że jest Pan stygmatyzowany?
Tak. Nie jest „wygodne” być hollywoodzkim aktorem i praktykującym katolikiem. Przeczytałem list Jana Pawła II do artystów. Powiedział coś, czego powinno być świadome każde pokolenie Amerykanów: „Wolność jest nie po to, abyście spełniali swoje zachcianki, ale po to, by dać wam prawo czynienia tego, co powinniście czynić”. Jako artysta biorę odpowiedzialność za projekty, które wybieram. Czytając ten list, czułem również, że wszystko co robię, musi być przesiąknięte duchem Bożym, duchem odkupienia.

Jak można wytłumaczyć fakt, że w czasie, gdy grał Pan w „Pasji”, Pana spojrzenie jako Jezusa nawracało ludzi? Przykładem jest przecież Pietro Sarrubi, który zagrał tam Barabasza.
Ja tylko grałem, a Bóg działał...

WYWIAD POCHODZI Z "GAZETY POLSKIEJ"

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

W szklanej kuli ...czyli durnota wiosenna : )

sobota, 15 kwietnia 2017 23:52

 

Kochani ... i znow musze przeprosić Was za tak długie milczenie. Coś mi się w szafie zacięło i w życiu mi się zacięło i w sercu ... 

 

Pustki w domu, bo dzieci albo pracują, albo się uczą... przestawiam więc swoje życie przestawiam w szafie i przestawiam w głowie. Muszę w końcu pomyśleć o sobie ... Dobrze powiedziane ! ale niestety nie bardzo mi to wychodzi.

 

Świat wokoło kręci się coraz szybciej, wojna, niepokój, atmosfera zagrożenia i walki. Amerykanie bombardują Syrię, Korea północna szczerzy zęby, Ruscy nadęci i wściekli , emigrantów coraz więcej, durni w naszym kraju też przybywa... Więc jak tu wyjeżdżać i odpoczywać, zresztą i tak nie ma za co, bo w kasie pustki a w banku długi.

 

Siedzę więc w domu i maluję, bo z pisaniem ostatnio też mizeria ... 

 

No, nie tylko maluję ,posadziłam też trochę podarowanych mi przez pewnego miłego ogrodnika roślinek.

Z radością siaduję na słońcu w ogrodzie i patrzę jak w durnym wiosennym pędzie wszystko co zielone rośnie, wypuszcza pąki i kwitnie.

Jak  naiwne ptaki łączą się w pary i z uporem osła jak co roku wiją gniazda...

Że też im się chce ? Kiedy wyobrażę sobie, że miałabym co roku budować gniazdo, wysiadywać młode - to słabo mi się robi na tę samą myśl.

Moje młode odchowane, wyfrunęły z gniazda... Było fajnie, ale jeszcze raz miec 18 lat - co to - to nie !  

Teraz znajduję pewną przyjemność w powolnej obserwacji świata wokoło. Trochę tak jakbym siedziała w szklanej kuli wokół ktorej wszystko się kręci... A ja sobie siedze i patrzę i myślę nad sensem tego wszystkiego. Co wyjdzie z tego mojego myślenia ... sama nie wiem ?

 

Jutro niedziela wielkanocna... czas odnawiania świata, nadziei i radości ...

 

W tym roku święta katolickie i prawosławne wyjątkowo pokrywają się. To symboliczne połączenie może właśnie coś znaczy ?.

Może to znak wskazujący na potrzebę zjednoczenia się chrześcijan przeciwko islamskiej nawale ?  

 

Życzę Wam Kochani nadziei i miłości w sercach i spokoju w domach - wszak Jezus zmartwychwstał ! Christos woskries !

 

A to choinka jajowa w mojej jadalni  : )

 

 

choinka jajowa.jpg

 

 


oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Miły wieczór w Ambasadzie Chin : )

czwartek, 09 marca 2017 0:35

Z Panią XIA Jihui Małżonką Ambasadora Chin Pana XU Jian.jpg

 


Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet Pani XIA Jihui ( na zdjęciu )małżonka Ambasadora Chin Pana XU Jian zaprosiła panie na przemiłą uroczystość która odbyła się w Ambasadzie Chin w Warszawie.
 
 
Po przywitaniu gości przez Panią Ambasadorową usłyszeliśmy dwa utwory fortepianowe wykonane przez młodziutką uczennicę szkoły muzycznej oraz koncert pieśni wykonany na ludowym chińskim instrumencie. Następnie obejrzeliśmy pokaz tradycyjnych strojów regionalnych oraz pokaz pięknych narodowych jedwabnych chińskich 
sukien.
 
Byłam pod wielkim wrażeniem wdzięku i urody modelek oraz profesjonalizmu prezentacji, która była przygotowana przez samych pracowników ambasady. Bardzo ciekawy był również pokaz ceremonii parzenia herbaty, który istotnie wzbogacił moją wiedzę na temat tego narodowego chińskiego napoju.
 
 
Stroje Opery Pekińskiej.jpg
 
 
Przemiły wieczór zakończyło wspólne zdjęcie wszystkich pań oraz przepyszna kolacja.Było rodzinnie i miło, była wymiana kontaktów i zdjęcia ... i prezenty dla wszystkich zaproszonych pań w postaci luksusowej herbaty ...
 
 
 

 bankiet w ambasadzie chińskiej z okazji Dnia Kobiet.jpg

 

tea ceremony.jpg

 

 

P. Ambasadorowa IA Jihui z p.Anną Komorowską.jpg

Pani A. Komorowska z panią XIA Jihui

 

 

Piękna Pani XIA Jihui z madelkami w tradycyjnych sukniach.jpg

 

 

pokaz strojów regionalnych Chin.jpg

 

 

pokaz gry na ludowym instrumencie.jpg

 

mała pianistka.jpg

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Medycyna regeneracyjna czyli sposób na nieśmiertelność

sobota, 25 lutego 2017 1:44


oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dress code ...co warto wiedzieć ?

czwartek, 23 lutego 2017 0:21

 

Dostałam wczoraj zaproszenie od żony Ambasadora Chin Mme XIA Jihui na uroczyste spotkanie z okazji dnia kobiet. Ucieszyłam się z niego bardzo.

W programie spotkania zapowiedziana jest bowiem prezentacja kultury chińskiej, koncert, oraz ceremonia picia herbaty. Dodatkową atrakcją jest mozliwość zrobienia sobie fotki w kostiumie postaci z chińskiej opery.

W zaproszeniu zaznaczono, że należy wystąpić w stroju narodowym bądź formalnym. Co do narodowego to miałabym pewne problemy, ale może dla zaznaczenia elementów kultury polskiej zarzucę na plecy piękną góralską chustę w róże ...

Podczas spotkania zrobię trochę zdjęć i obiecuję umieścić je na bloogu.

 

 

Na razie mały wstęp dotyczący dyplomatycznych dress kodów - może się komuś ta wiedza przyda :

 

BackJesteś tutaj: Home  Styl  Etykieta  "Jak cię widzą, tak cię piszą"- czyli Savoir-Vivre w ubiorze
 

"Jak cię widzą, tak cię piszą"- czyli Savoir-Vivre w ubiorze

Swym wyglądem zewnętrznym budujemy nie tylko autorytet osobisty, lecz także instytucji, którą reprezentujemy. Ubiór stał się więc siłą rzeczy istotnym elementem savoir vivre’u.

 

 

Uwagi ogólne: 

 

Nie szata zdobi człowieka” mówi stare porzekadło. I choć wiele osób zapewne werbalnie zgodziłoby się z tą opinią to nie da się ukryć, że świat polityki, biznesu czy dyplomacji traktuje kwestię ubioru bardzo pryncypialnie. Czy tego chcemy czy nie ubiór stanowi swoistą wizytówkę naszego statusu społecznego, powagi reprezentowanej instytucji i szacunku dla zawodowych partnerów. Dobre maniery, których oczekuje świat biznesu, polityki i dyplomacji nie uznają nonszalancji w sposobie bycia, a w ubiorze ekstrawagancji. W biurze czy na oficjalnych spotkaniach należy zawsze być zadbanym, schludnym, eleganckim, pamiętając, że swym wyglądem zewnętrznym budujemy nie tylko autorytet osobisty, lecz także instytucji, którą reprezentujemy. Ubiór stał się więc siłą rzeczy istotnym elementem savoir vivre’u.

 

 

Zobacz inne artykuły na ten temat

   

 

Wedle najbardziej klasycznej definicji wyznacznikami elegancji w ubiorze są:

 

 
  1. Umiar i prostota
 

Wyróżnianie się swym ubiorem jest niemile widziane, a więc nie może on być ekstrawagancki ani szokujący otoczenie. Elegancja w stroju to bowiem dobry smak, wygoda i pewien indywidualizm wynikający z osobowości. Strój powinien być odpowiednio dobrany kolorystycznie i raczej stonowany. Co prawda niektóre zawody, szczególnie związane z kręgiem filmu, teatru, reklamy czy w pewnym stopniu – dziennikarstwa, dopuszczają dużą swobodę w doborze ubioru, lecz w świecie polityki, biznesu czy dyplomacji zasady są tu o wiele bardziej konserwatywne.

Należy też wyraźnie odróżnić elegancję od ostentacyjnej zamożności w ubiorze. Brak umiarkowania może dać efekt odwrotny do zamierzonego i narazić na śmieszność.

  
  1. Staranność w ubiorze
 

Bezwzględnie powinniśmy dbać o estetyczny wygląd, co w przypadku stroju przekłada się na szczególne zwracanie uwagi na jego stan. Kostium czy garnitur powinien być zawsze odprasowany i wyglądający świeżo. Koszula zawsze czysta, na wieczór obowiązkowo zmieniana. Buty obowiązkowo wypastowane. Staranność w ubiorze nie sprowadza się jednak wyłącznie do dbania o stan w jakim znajdują się nasze ubrania. Strój powinien też harmonizować z dodatkami takimi jak: krawat, obuwie, rękawiczki, torebka, parasolka czy nakrycie głowy.

 
  1. Szykowność
 

Nabywa się ją dbałością o wyprostowaną sylwetkę, sposobem chodzenia i wypracowaniem gestów, które pozwalają ubraniu dobrze leżeć na ciele, a noszącemu je czuć się naturalnie.

 

 
  1. Dostosowanie ubrania do okoliczności
 Strój zawsze powinien być dopasowany do sylwetki osoby, która go nosi, jej walorów zewnętrznych, wieku i okoliczności. Inaczej bowiem będziemy ubrani w czasie weekendu, na wycieczce, a inaczej w biurze, na spotkaniu towarzyskim czy oficjalnym przyjęciu. Także pora dnia i roku decyduje o naszym wyglądzie.

 

 

Rodzaje ubiorów: 

Jak wspomniałem już wcześniej, ubiór zawsze powinien być dopasowany okoliczności w jakich chcemy w nim wystąpić. Stroje (nie mówię oczywiście o tych noszonych w sytuacjach czysto prywatnych, domowych) dzielimy z grubsza na trzy kategorie:

 

  1. Strój nieformalny
  2. Strój formalny
  3. Strój koktajlowy
 

Strój nieformalny (ang, business dress, informal wears, fr. tenue de ville) to jak wskazuje jego inna nazwa strój wyjściowy. Nosimy go do godziny 20:00. Strojem nieformalnym jest:

    • dla mężczyzny garnitur i krawat
    • dla kobiety krótka sukienka (sięgająca do kolan) czy kostium ze spódnicą lub ze spodniami.
 

Dla kobiety strój nieformalny może wymagać w przypadku przyjęć ogrodowych kapelusza (ale tylko jeżeli przyjęcie ma miejsce przed godziną 17:00) i rękawiczek.

 

W kulturze anglosaskiej istnieje specjalna klasyfikacja strojów biznesowych, które można z pewnym uproszczeniem zaliczyć do rodziny strojów nieformalnych. Anglosasi wyróżniają więc:

 

  • Business dress (w zasadzie jest on tożsamy z klasycznym strojem nieformalnym, czyli dla mężczyzny garnitur i krawat, a dla kobiety krótka sukienka (sięgająca do kolan) czy kostium ze spódnicą lub ze spodniami);

 

  • Business casual (łączy wygodę i swobodę – przydatną w pracy – z koniecznością zachowania dobrego wizerunku firmy i wiarygodności jej przedstawiciela. Nie jest to ubiór odpowiedni na przyjęcia ani na najważniejsze spotkania biznesowe. Można go natomiast założyć na spotkanie z szefem, lub podróż służbową. Najbardziej charakterystyczną cechą Business casual jest brak wymogu noszenia krawata. Styl ten wymaga natomiast starannego doboru kolorowej marynarki i koszuli. Dopuszczalne jest np. noszenie swetra – narzucanego na ramiona – a nawet koszulki polo. Stanowczo nie można natomiast ubierać spodni typu jeans);

 

  • Casual (oznacza strój „przypadkowy”, choć naprawdę oznacza to swobodę a nie niestaranność. Jest to strój weekendowy, który możemy założyć na piknik, firmową imprezę integracyjną, przyjęcie ogrodowe w domu. Przykładem stylu casual może być ubranie spodni typu jeans i koszulki polo).
 

Strój koktajlowy (ang. semi-formal wears, fr. tenue d’ aprés) to strój pośredni pomiędzy strojem formalnym a nieformalnym. Strojem koktajlowym jest:

  • Dla mężczyzny ciemny garnitur, który wymaga białej koszuli i stonowanego krawata;
  • Dla kobiety krótka sukienka koktajlowa, którą może również zastąpić kostium ze spódnicą lub spodniami. Kostium koktajlowy równi się od noszonego w ciągu dnia wykonaniem z delikatniejszej tkaniny, bardziej intensywnym kolorem i innym krojem (np. dużym dekoltem, szerszymi spodniami)
 

Strój formalny (ang. formal wears, fr. tenue de ville) to jak wskazuje jego inna nazwa strój wieczorowy bądź wizytowy. Noszony jest on jedynie na specjalne, szczególnie ważne i uroczyste okazje i w zasadzie po godzinie 20:00 (chodź jak się zaraz przekonamy od tej zasady są wyjątki).

 

W przypadku uroczystości wymagającej stroju formalnego w ciągu przedpołudnia jest nim dla mężczyzny żakiet (jaskółka), a w przypadku kobiet kostium lub krótka sukienka koktajlowa.

Jaskółka składa się z zapinanego na jeden guzik jednorzędowego żakietu o wydłużonych, zaokrąglonych połach sięgających z tyłu do kolan oraz spodni w czarno-szare paski, zwanych sztuczkowymi. Stroju dopełnia szara lub czarna dwurzędowa kamizelka, biała koszula ze zwykłym kołnierzem, srebrny jedwabny krawat (nigdy muszka!), czarne skarpetki i buty. Jeżeli ceremonia jest przewidziana na świeżym powietrzu wymagany jest również szary lub czarny cylinder oraz szare bawełniane rękawiczki.

 

Kobiecym odpowiednikiem żakietu jest zazwyczaj kostium z krótką spódnicą, rzadziej spodniami. Im bardziej uroczysta ceremonia tym bardziej polecane jest stosowanie ciemniejszych kolorów. Jeżeli ceremonia jest przewidziana na świeżym powietrzu, kobieta powinna uzupełnić garderobę o kapelusz i rękawiczki. Podczas przyjęć ogrodowych odradzane są natomiast buty na wysokich obcasach.

Jak już wspomniałem jaskółka ubierana jest z okazji uroczystości wymagającej stroju formalnego w ciągu przedpołudnia. Można też ją ubierać z okazji szczególnie podniosłych uroczystości rodzinnych (np. ślub).

 

Strojem wieczorowym dla mężczyzny jest w zależności od rangi uroczystości smoking albo frak. Towarzysząca mu kobieta założy natomiast krótką suknię, suknię koktajlową albo wieczorową, kostium wieczorowy albo długą suknię wieczorową (balową).

 

Smoking jest noszony jedynie po godzinie 20:00, w sytuacji gdy na zaproszeniu zaznaczono black tie.

Smoking składa się z jedno- lub dwurzędowej czarnej marynarki o klapach wykładanych czarnym atłasem i czarnych spodni z atłasowymi lampasami. Do tego dodajemy białą koszulę, która może mieć wysoki kołnierz ew. plisowany przód i zakryte guziki lub czarne spinki z kością do zapięcia. Stroju dopełniają: ręcznie zawiązana jedwabna czarna muszka, białe szelki, czarne skarpetki i czarne lakierki. Jeżeli smoking składa się z marynarki jednorzędowej to uzupełniamy go szerokim czarnym jedwabnym pasem (zwanym hiszpańskim) lub jedwabną kamizelką.

W krajach o klimacie tropikalnym popularny jest również smoking z białą marynarką (na zaproszeniu pisze się wtedy summer diner jacket lub cravate noire d’été). W tradycji brytyjskiej, sięgającej jeszcze czasów kolonialnych dopuszcza jeszcze noszenie w krajach szczególnie gorących smokingu bez marynarki (na zaproszeniu pisze się wtedy read sea rig).

 

Kobieta towarzysząca mężczyźnie ubranemu w smoking ma zasadniczo swobodę wyboru sukni o ile na zaproszeniu nie zalecono długiej sukni, która pasuje zresztą w każdej sytuacji. O wyborze stroju powinno więc zadecydować wyczucie rangi uroczystości. Kobieta może więc założyć suknię krótką lub koktajlową. Ta druga może mieć bardziej wyraziste kolory, można też do niej dobierać bardziej ozdobne i okazalsze dodatki oraz biżuterię.

 

Frak jest noszony zasadniczo po godzinie 20:00, w sytuacji gdy na zaproszeniu zaznaczono white tie. W szczególnych okolicznościach (uroczystości z udziałem papieża, szczególnie uroczyste ceremonie dworskie) można go jednak nosić przed godziną 20:00.

Frak składa się z dwurzędowej niezapinanej marynarki wysoko wciętej z przodu, której wydłużone poły sięgają od tyłu do kolan. Klapy marynarki frakowej wykładane są atłasem lub jedwabiem, a czarne spodnie zdobią jedwabne lampasy. Do fraka nosi się białą lub srebrną kamizelkę, koszulę ze sztywnym gorsem i wysokim kołnierzem zapinaną na spinki – najlepiej perłowe. Stroju dopełniają: biała pikowana jedwabna muszka i czarne lakierki.

Frak jest jedynym cywilnym ubraniem męskim, do którego nosi się odznaczenia (o ile jest to wskazane w zaproszeniu).

 

Kobieta towarzysząca mężczyźnie ubranemu w frak powinna założyć długą suknię wieczorową (balową). Jest to najpełniejszy kobiecy strój wieczorowy. Suknia balowa jest zazwyczaj wykonana na miarę, z tkanin wysokiej jakości. Powinna być uzupełniona narzuconym na ramiona koronkowym szalem lub futrzaną etolą, której używanie obecnie należy jednak odradzać. Suknia balowa wymaga poza tym jedwabnych rękawiczek, krótkich – przy długim rękawie sukni, lub do łokci (nie można ich pod żadnym pozorem zdejmować). Odpowiednim dodatkiem do sukni balowej jest malutka torebka, która – podobnie jak buty – może być złota lub srebrna.

Dodatki: 

W kwestii doboru dodatków kobiety mają niewątpliwie większe pole do popisu niż mężczyźni. Dodatkiem do kobiecego stroju mogą być bowiem m.in. chusty i szale zarzucone na ramiona, chusteczki i fulary wiązane wokół szyi, biżuteria, obuwie, rękawiczki, nakrycie głowy, parasolki, torebki, paski. Ważnym kobiecym dodatkiem do stroju są również makijaż i perfumy. Obowiązują generalnie dwie zasady:

  • Strój powinien harmonizować z dodatkami, zwłaszcza kolorystycznie;
  • Dodatki, w tym makijaż i perfumy, powinny być dyskretne przed południem, a bardziej wyraziste, ozdobniejsze i cięższe porą wieczorową.
 

Zasady doboru dodatków przez mężczyzn są już znacznie bardziej restrykcyjne. Często mówi się w tym kontekście o „zasadzie trzech S”. Mężczyźnie zdaniem niektórych wypada bowiem jako dodatek stosować jedynie:

    1. Spinki (wyłącznie do mankietów);
    2. Szelki (nie prezentowane ostentacyjnie, lecz ukryte pod marynarką lub kamizelką);
    3. Skarpetki (mogą być jednobarwne lub wzorzyste, lecz muszą być dobrane kolorystycznie do spodni lub butów. Nigdy nie mogą być na tyle krótkie by nie zasłaniać łydek).
 

Bardzo dużej wstrzemięźliwości wymaga noszenie przez mężczyznę biżuterii. Odradza się noszenia złotych łańcuchów na nadgarstku lub na szyi oraz ozdób na rękach, z wyjątkiem symbolicznych pamiątek (obrączka zaręczynowa lub ślubna, sygnet rodowy itp).

 

„Zasada trzech S” pomija jednak milczeniem najlepszy i najpopularniejszy dodatek do męskiego stroju, czyli krawat. Nazywany jest on często klejnotem męskiego ubioru stąd warto zwrócić uwagę na najważniejsze związane z nim reguły.

  • Powinno się wybierać krawaty z tkanin naturalnych, gł. jedwabiu (ale nie nazbyt cienkiego, gdyż taki krawat szybko się deformuje);
  • Odradza się noszenie krawata o niewyrazistym kolorze lub zdobionego dużym wzorem w formie kolorystycznej plamy czy jednej figury pośrodku. Zawsze stosowniejszy jest ornament mały i dyskretny – zarówno roślinny, figuralny jak i geometryczny;
  • Kolor krawata musi być ciemniejszy od koszuli i bardziej intensywny od marynarki;
  • Spodnie czyli węższa część krawata musi być zawsze wyraźnie krótsza od górnej. Natomiast górna, która wyznacza jednocześnie długość całego zawiązanego krawata musi kategorycznie przekraczać linię paska;
  • Absolutnie niewłaściwe jest używanie do krawata dekoracyjnych szpil lub szpilek.
 

A na sam koniec…

 Najczęściej popełniane błędy przy ubiorze: 
  • Noszenie przez mężczyznę zbyt krótkich skarpetek;
  • Noszenie przez mężczyznę koszuli z krótkim rękawem pod marynarką;
  • Noszenie przez mężczyznę muszki lub krawata z węzłem fabrycznie związanym;
  • Używanie spinki do krawata;
  • Noszenie w kieszonce garnituru chusteczki identycznej z krawatem;
  • Ubieranie przez kobietę prześwitującej bluzki;
  • Brak dostosowania długości spódnicy do figury i sytuacji;
  • Noszenie sandałów do garnituru;
  • Noszenie skarpetek do sandałów;
  • Noszenie przez mężczyznę szarych lub siwych butów;
  • Ubieranie przez kobietę złotych lub srebrnych butów do stroju innego niż wieczorowy;
  • Używanie przez mężczyznę torebki na dokumenty;
  • Kolorowy smoking;
  • Niedoprasowane spodnie i niewypastowane buty;
  • Noszenie obuwia sportowego do garnituru, marynarki lub spódnicy;
  • Noszenie lakierek do spodni typu jeans.

 

Na podstawie:

Orłowski T., Protokół dyplomatyczny. Ceremoniał & Etykieta, Warszawa 2005

Ikanowicz C., Piekarski J., Protokół dyplomatyczny i dobre obyczaje,

wyd. V, Warszawa 2004

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Keanu Reeves ...myślący celebryta ?

środa, 22 lutego 2017 19:27

 

Znalezione obrazy dla zapytania keanu reeves

 

Keanu Reeves - kolejna wiadomość do świata

Nie potrafię być częścią świata, w którym mężczyźni ubierają swoje żony jak prostytutki...

Keanu Reeves to utalentowany aktor, znany z niezapomnianej roli Neo w cyklu filmów „Matrix.” Co odróżnia go od innych artystów, to skromność i mądrość życiowa, tak nietypowe w świecie celebrytów.

 

Aktor chętnie dzieli się w mediach społecznościowych swoimi przemyśleniami, pokazując, że poza ekranem jest takim samym człowiekiem, jak my wszyscy, a problemy otaczającego nas świata nie są mu obce.

 
Nie potrafię być częścią świata, w którym mężczyźni ubierają swoje żony jak prostytutki, wystawiając na widok to, co powinno być szanowane.

Gdzie pojęcia honor i godność utraciły swoje znaczenie, a można polegać tylko na tych, którzy coś szczerze obiecują.

 

Gdzie kobiety nie chcą mieć dzieci, a mężczyźni rodzin. Gdzie frajerzy wierzą, że miarą ich sukcesu jest jazda samochodem ich ojców, a ojcowie, którzy zdobędą trochę władzy, starają się udowodnić swoim synom, że są nikim.

 

Gdzie ludzie fałszywie deklarują wiarę w Boga z kieliszkiem alkoholu w ręku i brakiem zrozumienia dla religii. Gdzie pojęcie zazdrości jest uważane za wstydliwe, a skromność jest wadą.\

Gdzie ludzie zapomnieli o miłości, ale po prostu szukają najlepszego partnera. Gdzie wszyscy naprawiają każdą najmniejszą usterkę w swoich samochodach, nie szczędząc na to czasu i pieniędzy, a sami wyglądają tak biednie i żałośnie, że tylko drogi samochód może to ukryć.

 

Gdzie chłopcy marnują pieniądze swoich rodziców w klubach, wygłupiając się w rytmie prymitywnych dźwięków, a dziewczęta za to się w nich zakochują.

 
 
Gdzie trudno już odróżnić mężczyzn od kobiet, a cały ten cyrk nazywany jest wolnością wyboru, ale Ci, którzy wybierają inną ścieżkę, zostają uznani za półgłówków.

Wybieram swoją drogę. Jednak żałuję, że nie mogę znaleźć zrozumienia u ludzi, wśród których go najbardziej szukałem.

Keanu Reeves

Published at 07.01.2017 / 06:00


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

tęsknota...tęsknota...tęsknota...

sobota, 18 lutego 2017 21:03

Znalazłam dziś piękny wiersz Urszuli Kozioł ...

Umieszczam go w szafie, bo od dnia Walentynek jest mi tak bardzo smutno ... Tego dnia boleśnie uświadomiłam sobie, jak szybko ubywa serc, które nas kochają ....

To trochę tak, jak byśmy sami umierali ...

Jest pewne czerwone pudełko, które otwieram tylko w Walentynki. To aksamitne pudełeczko dostałam kiedyś od Janusza.

Kiedy otwieram pokrywkę - ze środka wyskakuje czerwony kwiatek głośno wołając : " I love You....I love You ! ...To taki głos z tamtej strony ...

 

Puszczam sobie wtedy najpiękniejsze piosenki o miłości cudownej Whitney Houston, która też odeszła ... i niestety nie jest mi nic a nic lepiej ....

 

 

 

 


Urszula Kozioł

Dobrej nocy

Dobranoc wargi niepocałowane 
dobranoc słowa których nikt nie słucha
niezapatrzone w moje 
oczy twoje 
nie za mną teraz już wodzą spojrzeniem

w tych pustych ścianach nie ma dla mnie miejsca 
w pustych pokojach czuję się bezdomna 
mknie rok za rokiem
mija w bezmiłości 
łez z moich oczu nie ma kto scałować

czekam powrotu który nie nastąpi 
dobranoc świecie nie dla mnie twój powab
gdy niemożliwość wszelaka
bardziej jest możliwa 
niżeli powrót stamtąd
skąd nikt nie powraca

dobranoc życie 
dobranoc i tobie 
choć niby życiem jesteś 
bez ukochanego

lecz jeśli cię zastanę tu jutro
także ciebie pozdrowię z ulgą 
dobranoc dobranoc

chcę zasnąć 
złożyć na poduszkę głowę 
może akurat dzisiaj w moim śnie 
zechce mi się pojawić ten
którego nie ma?

Klangor, Wydawnictwo Literackie 2014

 

......................................................

 

Jak ja rozumiem poetkę ...

 

To tak jakby odpowiedź do moich wierszy o tęsknocie i ludziach, którzy odeszli a którzy tak nas kochali ...

To prawda, że życie bez miłości traci sens...

I have nothing, when I don't have You ! 

 

 

                                                                                                                                                     Ewa Zelenay

 

 

i znowu mi ubyło …

 

 

i znowu mi ubyło serce co kochało

jedno wśród serc tak wielu  jedno właśnie Twoje

chłodem w domu powiało, chodzę w nim bez celu

omijając twój pokój, przez inne pokoje

 

nie chcę budzić tej ciszy co po tobie milczy

dotykać chłodnych sprzętów zamarłym dotykiem

twoich dłoni – ich ciepła które wciąż pamiętam

otwierać szuflad biurka zgubionym kluczykiem

 

staje bezradna w oknie i patrzę na chmury

szukam w nich choćby cienia  - by go nazwać znakiem

co pozwoli uwierzyć żeś nie całkiem odszedł

że jesteś - choć cię nie ma i za tobą płaczę

 

 

.........................................................

 

 ubywanie

 

coraz mniej

mnie

we mnie

 

coraz bardziej

sobie

ubywam

 

oszczędzam

chowam

na zaś -

- światy

 

coraz mniej

mnie

we mnie

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Teoria Wielkiej Unifikacji

środa, 15 lutego 2017 2:08

 

bozonX_odkrycie

Odkryto piątą siłę natury! Teoria Wielkiej Unifikacji pokaże nam świat zupełnie inny niż znamy?

 Dział: Nauka i Odkrycia W popularnych | 20 sierpnia 2016
 
 

Pochłonięta wojnami i konfliktami na całym świecie ludzkość nie zwróciła większej uwagi na opublikowane kilka dni temu przez amerykańskich uczonych odkrycie, które prawdopodobnie już wkrótce całkowicie odmieni postrzeganie przez nas naszej rzeczywistości i całego Wszechświata.

 

Swoje odkrycie fizycy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine opublikowali swoje odkrycie w „Physical Review Letters”. Opiera się ona na wcześniejszych obserwacjach dokonanych przez naukowców z Węgierskiej Akademii Nauk, którzy w 2015 r. poszukiwali tzw. „ciemnego fotonu”, czyli nośnika piątej – nieznanej dotychczas ludzkości siły natury.

Przypomnijmy, że dotychczas znaliśmy tylko cztery podstawowe siły natury: grawitację, oddziaływanie elektromagnetyczne oraz słabe i silne oddziaływanie nuklearne. Kiedy jednak węgierscy uczeni zderzali izotop litu-7 z protonami, odkryli obecność nowej cząstki nazwanej bozon X („protophobic X boson”), ok. 30 razy cięższej od elektronu.

 

Węgrzy nie byli jednak pewni, czy ta cząstka jest nośnikiem jakichś oddziaływań. Po przeanalizowaniu ich obserwacji uczeni z Kalifornii nie mają wątpliwości – we Wszechświecie działa piąta, całkowicie nieznana dotychczas siła.

  • Według prof. fizyki i astronomii Jonathana Fenga, siła ta – wspólnie z czterema pozostałymi – składa się na jedną fundamentalną siłę stanowiącą podstawę funkcjonowania Wszechświata. „Być może istnieje też oddzielny „ciemny sektor”, który posiada własną materię oraz siły i oddziałuje z naszym w ukryty sposób” – rozwija swoją teorię prof. Feng.

 

Jego zdaniem, odkrycie to kompletnie odmieni nasze postrzeganie Wszechświata. Teraz – kiedy istnienie bozonu X przestało już być tylko hipotezą i zostało całkowicie dowiedzione teoretycznie – można oczekiwać, że już w najbliższym czasie zostanie on uzyskany doświadczalnie.

 

„Cząstka nie jest tak ciężka i laboratoria mają wymaganą moc do jej stworzenia już od lat 50-ch i 60-ch. Lecz powód, dla którego trudno ją znaleźć był taki, że jej oddziaływania są bardzo słabe. W czasie gdy normalne siły elektryczne współdziałają z elektronami i protonami, ten nowy bozon oddziałuje tylko z elektronami i neutronami w bardzo ograniczonym zakresie” – tłumaczy prof. Feng.

 

„Teraz jednak nawet grupy eksperymentalne pracujące w małych laboratoriach wiedzą, gdzie trzeba jej szukać” – mówi amerykański fizyk.

  • Obecne odkrycie oznacza absolutną rewolucję w całej nauce, gdyż wszystkie dotychczasowe hipotezy i badania zostaną prawdopodobnie połączone w jedną całość w ramach tzw. Teorii Wielkiej Unifikacji.

 

Zmieni się fizyka, algebra, geometria i cały szereg innych nauk i wkrótce może się okazać, że nasz świat działa zupełnie inaczej niż dotychczas sądziliśmy. Być może dowiedzione też zostanie istnienie równoległych rzeczywistości.


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kto rządzi światem ?

niedziela, 12 lutego 2017 0:07

 

Genialne, prawda ?!


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Hemar - Polak ochotniczy ...

sobota, 11 lutego 2017 23:08

 Marian Hemar, fot. Narodowe Archiwum CyfroweMarian Hemar, fot. Narodowe Archiwum

 

Żyd z urodzenia, Polak z wyboru – nigdy nie pogodził się ze zdradą ukochanej ojczyzny. Zapomniany poeta, który smagał piórem i nazistów, i komunistów

 

Marian Hemar – Żyd z urodzenia, Polak z wyboru i z potrzeby serca – nie przestaje nas poruszać swą niezgodą na kłamstwo i pasją w demaskowaniu międzynarodowej zmowy, której Polska stała się ofiarą w roku 1944.

Niezgody na sowieckie onuce, którymi nas owinęli niegodni sojusznicy. Pasją godną narodowego barda, opłakującego klęskę Narodu i państwa.

Przypomina w tej pasji i niezgodzie na fałsz lament księdza biskupa Jana Pawła Woronicza nad zdradzoną i rozdrapaną Rzecząpospolitą, zawarty w jego nieśmiertelnym „Hymnie do Boga” i w „Świątyni Sybilli”, w której przeklinał zdrajców targowickich:

Niech ta krew na was padnie i na wasze dzieci, i piętnem matkobójczym na czole wyświeci, a przekleństwo zgubionych milionów ludzi i tych, których potomność w ich wnukach obudzi”.

 

 

Prześmiewca

Tylko że Hemar zrezygnował w swym opłakiwaniu Polski zdradzonej z wysokich tonów i dramatycznego decorum, które występuje u poety kapłana z przełomu XVIII i XIX wieku.

Smagał politycznych obłudników satyrą z ostrym, brutalnym często słowem, bo rozumiał, że grób Polski roku 1944 strzeżony jest przez niewyobrażalne kłamstwa o „socjalizmie”, „demokracji”, „wyzwoleniu społecznym”! Ton dramatyczny nie nadawał się do demaskowania tej obłudy. Łatwo go było ośmieszyć prosowieckim „satyrykom”. Trzeba było bić na odlew. I bił.

Kiedy Antoni Słonimski wrócił z emigracji do Polski i namawiał do tego innych, szydząc z ich niezłomności, Hemar wypalił:

Popatrzcie na ten rzymski profil: były frankofil i anglofil, i były sanacyjny cwaniak, pan-europejczyk i pen-klubczyk, przechrzta co tydzień, na wyścigi, co z wszystkich sobie wziął religii jedną religię: oportunizm – dziś się obrzezał na komunizm!”…

Każdy inny autor za takie słowa zostałby „polskim antysemitą”. Ale Hemara trudno było zaliczyć do „antysemitów”, do tego polskich, z natury rzeczy. W wierszu „Trzy powody” wyznał swą miłość do Polski – niby żartobliwie, a jednak w sposób głęboko wzruszający i prawdziwy:

Niezależnie od tego, z jakiego pochodzę miasta, ja w ogóle nie jestem Polakiem od Króla Piasta, z krwi lechickiej, z przypadku, nie z metrykalnych przyczyn. Moja ambicja, że jestem Polakiem ochotniczym…

 

Ze Lwowa

 

Urodził się 6 kwietnia 1901 r. we Lwowie, w rodzinie żydowskiej, jako Jan Marian Hescheles. Jako nastolatek brał udział w walkach o polski Lwów. We krwi polskich koleżanek i kolegów – rówieśników, którzy w dramatycznych latach 1918-1920 umierali jako polskie Orlęta na ulicach miasta zawsze Polsce wiernego, rodziła się jego głęboka więź z Polską i świadomość, że jest Żydem, ale polskim Żydem, a to wiele znaczy.

Studiował na lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza medycynę i filozofię, ale szybko się zorientował, że to nie jego przeznaczenie. Objawił się jego talent literacki, lekkość pióra poparta inteligencją i niezwykłym poczuciem humoru, co go predestynowało do twórczości satyrycznej, z pogranicza publicystyki politycznej i lekkiej kabaretowej muzy.

Qui Pro Quo

Po przeprowadzce do Warszawy związał się ze znanymi w stolicy kabaretami literackimi Qui Pro Quo, Banda, Cyrulik Warszawski. Pisał szopki polityczne, skecze sceniczne i piosenki, do których sam komponował muzykę. Trafił do radia jako autor popularnych słuchowisk i do teatru jako autor sztuk scenicznych, a nawet krótko jako dyrektor Teatru Nowa Komedia. Współpracował z „Wiadomościami Literackimi”.

Żyjąc z lekkiej muzy, nie przypuszczał pewnie, że jego prawdziwym przeznaczeniem będzie twórczość polityczna. Nie dlatego, że on sam tak chciał. Tak chciał świat. Hemar doskonale orientował się w sytuacji międzynarodowej, czuł niepokój o Polskę. Coraz częściej w jego twórczości pojawiały się tony refleksyjne, odżywała tradycja Jana z Czarnolasu – tak jak w wierszu „Odpowiedź” z roku 1938:

Nikt z nas z Ojczyzną umów nie zawierał. Z nikim Ją pacta nie wiążą conventa. Jak mu żyć przyjdzie, jak będzie umierał, że go dostrzeże w tłumie, że spamięta (…). Nie przyrzekała oszczędzać goryczy ani że słodkim będzie karmić chlebem, ani że łzy czy zasługi policzy i krzyk dosłyszy pod wysokim niebem (…). Kto raz ochrzczony niewidzialnym znakiem, błogosławiony potem, czy przeklęty, będzie Polakiem (…). Choćby nie wiedział. Będzie już, tak samo, jak bez zasługi każde dziecko, które w pierwszym swym słowie powiedziało ’mamo’ i pomyślało ’niebo’ patrząc w górę. I dziś wie: ’ziemia’ – ’chleb’ – ’woda’ i ’drzewa’ i polskie słowa w polskiej piosnce śpiewa…

 

Słowo „ochrzczony” pojawia się tu nieprzypadkowo. W roku 1935 Marian Hemar przyjął sakrament chrztu św. w Kościele katolickim.

 

Orzeł czy Rzeszka

Krótko przed wybuchem wojny Hemar wywołał polityczny skandal i interwencję ambasadora Niemiec w Warszawie, któremu nie spodobała się Hemarowa piosenka „Ten wąsik”, śpiewana w rewii „Orzeł czy Rzeszka” przez Ludwika Sempolińskiego. Lwowski bard zaczynał swą prywatną wojnę z Hitlerem, zanim zaczęła się ta wielka, światowa.

Po przegranej wojnie obronnej razem z tysiącami polskich oficerów i żołnierzy ruszył na Zachód szlakiem przez Rumunię i Francję. Był żołnierzem Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich – w Palestynie i w Egipcie (m.in. pod Tobrukiem). Wojsko potrzebowało takich jak on artystów do budowania morale, pobudzania ducha narodowego. Hemar prowadził aktywną pracę kulturalno-oświatową.

W 1942 r. przeniesiony do Londynu, zwalczał kłamstwa niemieckiej propagandy wojennej. Niestety, także brytyjskiej – w odniesieniu do spraw polskich. To wyostrzyło jego tragiczną świadomość osamotnienia Polski wśród aliantów i oczywistej zdrady przez nich sprawy polskiej. Ta kwestia – obok obłudy Sowietów i ich kolaborantów w Polsce – stanie się dojmującym motywem jego powojennej satyry politycznej, którą prezentował w teatrzyku polskim, w klubie naszych politycznych emigrantów, w Radiu Wolna Europa, gdzie miał cotygodniowy swoisty „Teatr Hemara”. Z tego czasu pochodzi jego głęboko wzruszająca swą prostotą deklaracja ideowa:

Moja gorąca miłość nie może się pogodzić z inną Polską, tylko najlepszą, najszlachetniejszą, najuczciwszą w świecie. Uczyli mnie tej miłości Słowacki, Żeromski i Piłsudski.

 

Piłsudskiemu poświęcono wiele wierszy. Ten napisany przez Hemara w roku 1943 („Na 19 marca”) jest bodaj najpiękniejszy:

Nie pozostawił tutaj żadnego dziedzica. Wielka to nasza wina, nie do przebaczenia. Imię jego tak przeszło jako błyskawica w chmurach, wysoko. W pobok polskiego sumienia (…). Została w nas ta siła fatalna, co w końcu wciąż nas aniołów strąca z wysokiego nieba, i strąconych przerabia na zjadaczy chleba – wciąż tęskniących do słońca…

 

Satyrycznie i patetycznie

W roku 1947 wydał Hemar w Londynie swoje „Satyry patetyczne”. Tytuł trafiał w sedno sprawy. Lwowski prześmiewca pozostawał satyrykiem, ale dotykał polskich ran. Jego „Rozmowa z żołnierzem” przypomina słynną „Przypowieść” Jana Lechonia, który pytał po wojnie polskiego żołnierza z Kresów, czy warto było przelewać krew za świat bez wolnej Polski, za Polskę bez Kresów. Hemarowy żołnierz na pytanie „Po coście się bili?” odpowiada: „Żeby świat się nauczył, żeby o tym wiedział, by sobie wspomniał kiedyś – może za lat tysiąc – że umiałem dotrzymać, com umiał zaprzysiąc”…

Jaki był Hemarowy morał z wojennej historii Polski, jej „kamień filozoficzny” (z wiersza pod takim tytułem)?

„Ażeby naszym kosztem żadnego kompromisu nie robiono na świecie bez naszego podpisu (…). By nam per procura nie wystawiano czeków, które nam przyjdzie płacić buntem i nędzą wieków”. To nie tylko życzenie na rok 1947…

 

Boleśnie odczuwał Hemar brytyjskie nalegania, by polscy emigranci polityczni wracali do kraju, wszak wojna się skończyła. „Stalin nie taki straszny, jak piszą faszyści. Znajdźcie sposób współżycia. Przeszłość się wyczyści”. W swoim „Liberum veto” demaskował ten kłamliwy i faryzejski ton: „Myśmy się nie zmienili na świecie. My jedni. Z tym, z czym weszliśmy pierwsi – wychodzimy z wojny”.

Kompromitacja Brzechwy

Interesował się wszystkim, co się działo w kraju. Komentował satyrycznie wszystkie ważniejsze wydarzenia. Odsłaniał śmieszność i pompatyczność sowieckich aparatczyków, którzy pod sowiecką kuratelą budowali „nową rzeczywistość”, ale i tragedię tysięcy rodaków, którzy nie potrafili lub nie chcieli się przystosować do sowieckiej codzienności życia w kraju, upokarzania polskich patriotów, niezliczonych na nich zbrodni sądowych.

 

Jan bez Ziemi

Kiedy w roku 1965 stanął w Gdańsku lwowski pomnik Jana III Sobieskiego, ukrywany przez lata w Wilanowie, Hemar się rozmarzył:

„O, Królu Wysiedlony! O, Królu Janie bez Ziemi! Na emigracji tym gorszej, że pomiędzy swojemi! (…) Niech marmurowa buława, niechaj dłoń marmurowa z drugiego krańca Polski wskazuje w stronę Lwowa (…). Z jednego krańca Polski wróci na drugi kraniec: na swoje Wały Hetmańskie, na swój zamkowy szaniec. Kiedy we Lwowie postanie emigrant, co wrócił z podróży, złóżcie mu wtedy u stóp ten wiersz – co już dziś mu tak wróży”…

Emigrant nie wrócił nigdy z niechcianej podróży do ukochanego Lwowa… Marian Hemar umarł 11 lutego 1972 r. w Dorking pod Londynem. Wrócił do Polski symbolicznie, jest patronem ulic m.in. w Warszawie i w Gdańsku. „Żyd, co Polskę kochał”… To słowa Adama Mickiewicza o Jankielu. Ale Jankiel to postać literacka, Marian Hemar był wśród nas.

Ze względu na bogatą twórczość kabaretową, zwłaszcza tę z okresu międzywojennego, Marian Hemar pokazywany jest często jako uczestnik życia towarzyskiego tego czasu, półgrafoman, żartowniś, miłośnik kobiet.

Jednak prawdziwa wartość Hemarowej spuścizny to polityczna satyra, demaskowanie porządków jałtańskich, to moralna pasja i świadoma, „ochotnicza” obrona polskiego interesu narodowego. Za to godzien jest naszego szacunku. Dobry spektakl, oparty na tej twórczości, może otworzyć nam oczy także na polityczną obłudę naszych czasów, na troskliwe pielęgnowanie miazmatów komunizmu, zabójcze dla duszy Narodu.

 

Piotr Szubarczyk, artykuł ukazał się w „Naszym Dzienniku” (11 styczni

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziś pełnia śnieżna ...

piątek, 10 lutego 2017 22:09

 

  •  W ten weekend czeka nas prawdziwy kosmiczny spektakl. Na niebie widoczne będą trzy rzadkie zjawiska astronomiczne.

W nocy z piątku na sobotę będziemy mieć swoistego "hat tricka" - półcieniowe zaćmienie Księżyca, tzw. Pełnię Śnieżnego Księżyca, a także Kometę Noworoczną.

 

W sobotę Ziemię ma minąć tzw. Kometa Noworoczna o nazwie 45P/Honda-Mrkos-Pajdušáková, która przeleci obok naszej planety najbliżej od 2011 roku.

 

SOURCE: INSTAGRAM
 
 
 
Zaćmienie półcieniowe to efekt sytuacji, w której Słońce, Ziemia i Księżyc znajdują się w niemal prostej linii. Wówczas Ziemia blokuje część promieni słonecznych docierających bezpośrednio na powierzchnię Księżyca i pokrywa ją zewnętrznym cieniem. Reszta powierzchni otrzymuje tyle światła, co zawsze.
 
 
 
 
 
 
SOURCE: YOUTUBE
 
 
 
 
 

Przy okazji można będzie zaobserwować tzw. Pełnię Śnieżnego Księżyca, jak nazwali lutową pełnię Amerykanie.

 

 

SOURCE: INSTAGRAM

 

 

Będziecie oglądać? Nie zapomnijcie udostępnić tego postu znajomym i rodzinie, żeby nie przespali tego widoku!

 

oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Graviola

piątek, 10 lutego 2017 22:03

 

Firmy farmaceutyczne ukrywają przed nami owoc leczący raka. Każdy powinien o nim wiedzieć!

 

 

Wielu ekspertów z całego świata twierdzi, że ten owoc jest najsilniejszym pogromcą raka! Co najlepsze, stwierdzono, że jest 10000 razy mocniejszy, niż którakolwiek z innych konwencjonalnych metod leczenia raka.

 

 

Niestety cudowne właściwości tego owocu były trzymane w tajemnicy przez firmy farmaceutyczne, ponieważ mogłyby one szybko zbankrutować – nikt nie kupowałby już ich cudownych leków…

 


Owoc pochodzi z drzewa, które nosi nazwę Guanabana lub Graviola. Jest to nisko rosnące drzewo, którego owoce są słodkie i duże, mogą być spożywane na surowo, lub być wykorzystywane w produkcji ciast, napojów itp. Drzewa Graviola rosną w ciepłym klimacie, a jego sok może skutecznie zapobiegać nowotworom.

 

Warto również dodać, że Graviola nie powoduje żadnych negatywnych skutków ubocznych w porównaniu do chemioterapii.


Te owoce są wyjątkowo skuteczne w przypadku nowotworów, ale także zapewniają także różne inne korzyści zdrowotne. Jest to antybiotyk o szerokim spektrum działania – ma właściwości przeciwpasożytnicze i przeciwgrzybicze. Graviola może skutecznie leczyć zaburzenia nerwowe, stres, depresję a także wyregulować poziom ciśnienia krwi.

 

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat, powyżej 20 testów laboratoryjnych wykazało, że ekstrakt z tego owocu skutecznie zabija komórki nowotworowe w przypadku 12 typów nowotworów, w tym raka trzustki, jajnika, okrężnicy, piersi czy prostaty.
 
Cudowne składniki tego owocu hamują wzrost komórek rakowych 10000 razy wydajniej, niż adriamycyna, która jest popularnym środkiem chemioterapeutycznym. Jednak, najważniejszym aspektem jego działania jest to, że nie ma wpływu na zdrowe komórki, niszczy wyłącznie komórki rakowe, w przeciwieństwie do konwencjonalnych metod leczenia raka.
Źródło:healthyfoodhouse

 

 

Preparaty z Graviolą można dostać w sprzedaży wysyłkowej . Koszt  nie jest jakiś zaporowy, więc może warto spróbować : )


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

film, który może zmienić wasze życie ...

środa, 08 lutego 2017 2:37

 

Dziś nie będzie smutno i zimowo ...

Będzie jasno i radośnie. Mam dla Was podarunek.

Tym podarunkiem jest pewien film - a raczej przesłanie, które niesie.

Nie będę o nim mówić, po prostu obejrzyjcie go. Może pomoże ci zobaczyć świat w inny sposób.

Może warto ?!

 


oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Słowa porządkujące ...

niedziela, 05 lutego 2017 21:00

 010 (3).jpg

 

Długo nie pisałam... i właściwie nie mam na to dobrego wytłumaczenia.

Myślę, że nie tylko ja źle znoszę te mgliste zimowe dni...choroby, choroby, choroby ...Ledwo wygrzebałam się z jednej dopadła mnie druga. Drugi antybiotyk i znów bateria suplementów...

Nowy rok rozpędza się. Po styczniowym spokoju bezduszna maszyna dni rusza powoli, jeszcze miesiąc, półtora i wszystko zacznie toczyć się w iście wiosennym tempie.

Cała przyroda też już się budzi. W ogrodzie pohukuje synogarlica, pokazują się pąki na forsycji. Nagle znów zlatuję się sikorki, których nie widziałam od grudnia... 

Kolejna wiosna ...co przyniesie ? światu, Polsce, i nam wszystkim ?

Totalna opozycja totalnie mnie wkurza. Manipulują wiadomościami i przekręcają fakty. Teraz biją pianę z sierotami z Syrii ... Czy ktoś jeszcze ich słucha ? Kto może wierzyć takim idiotom, manipulantom, kłamcom ? Rząd PISu daje na Syrię trzykrotnie więcej niż rząd PO, że o Caritasie nie wspomnę ...

Jakiś oszalały demiurg ciągle nakręca sprężynę nienawiści....

Uciekam od tego paskudnego świata, który nie daje mi spokojnie żyć. Zamykam się w czterech ścianach mojego domu, straciłam cały zapał i chęć do robienia czegokolwiek. Trudno mi nawet pisać i malować, bo trudno skupić myśli ...

Wypożyczyłam sobie " O sztuce istnienia" Fromma i buduję na jego tekstach nowy spokój...Takie paliwo dla ducha...słowa porządkujące... słowa dające spokój ...

 

Namalowałam nowy obraz ... lodowe miasto ...

 

20170104_125838.jpg

 


oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Niemcy o włos od przejęcia kontroli nad polską energetyką

środa, 25 stycznia 2017 23:20

 

 

:

Niemcy chcieli przejąć kontrolę nad polską energetyką? PiS zablokował ich w ostatniej chwili!

 

 

opublikowano: wczoraj · aktualizacja: wczoraj

Fot. pixabay.com Fot. pixabay.com
 

Samorządowcom PiS z Opola i ich koalicjantom udało się zablokować sprzedaż ważnej spółki energetycznej Niemcom związanym z rosyjskim Gazpromem. Transakcja przeprowadzana przez PO, została zatrzymana w ostatniej chwili.

W Polsce jest mnóstwo malutkich księstewek, takich dyktaturek, tyranii. Muszą zostać zlikwidowane w interesie Polaków

— mówił w niedzielę na antenie TVP3 Opole prezes PiS Jarosław Kaczyński pytany o cel zmian w ordynacji wyborczej do samorządu, m.in. wprowadzenie kadencyjności wójtów.

Słowa prezesa PiS odbiły się szerokim echem w całej Polsce, bo i skala problemu jest ogólnopolska. Jednak fakt, że padły w Opolu, również nie pozostaje bez znaczenia. To właśnie stolica województwa opolskiego, przez lata uważanego za jeden z bastionów PO, stała się miejscem, gdzie dzięki rozsądnej i koncyliacyjnej postawie lokalnych polityków, centroprawicy udało się rozbić lokalny układ PO i postkomunistów, rządzących tym miastem od lat i kontrolujący najważniejsze miejskie spółki.

 

Trzeba dodać, że udało się to zrobić w ostatniej chwili, bo tylko dzięki determinacji prezydenta miasta Arkadiusza Wiśniewskiego (niezależny) i jego zastępcy Janusza Kowalskiego (PiS) władzom udało się zneutralizować szkodliwą prywatyzację miejskiej spółki energetycznej Energetyka Cieplna Opolszczyzny S.A., do której doprowadzili politycy PO i odzyskać kontrolę nad spółką.

 

Cały problem polega na tym, że firmą, która na skutek decyzji poprzednich władz, przez kilka lat była jednym z głównych udziałowców ECO S.A. i miała odkupić od miasta udziały pozwalające jej uzyskać pełną kontrolę nad przedsiębiorstwem, jest niemiecki koncern E.ON Edis Energia sp. z o.o. Energetyka Cieplna Opolszczyzny S.A. jest rozwijającą się firmą, generującą milionowe zyski oraz dokonującą ważnych inwestycji i E.ON zarabiał na swoich udziałach duże pieniądze z dywidend. Jednak w tym przypadku sprawa rozbija się nie tylko o pieniądze, ale także o bezpieczeństwo energetyczne Polski. Jak dowiedzieliśmy się z lokalnych źródeł, niemiecki E.ON planował stworzyć w Polsce potężne konsorcjum kontrolujące dostawy energii. Konsorcjum, w myśl planów E.ON mające powstać a bazie ECO S.A. i Szczecińskiej Energetyki Cieplnej S.A, byłoby jednym z w ważniejszych graczy na polskim rynku energii cieplnej. Wszystko za sprawą wchodzących w skład grupy ECO spółek - Energetyka Cieplna Opolszczyzny S.A., oprócz Opola, kontroluje między innymi elektrociepłownie w Kutnie, Tarnobrzegu, Jeleniej Górze i Malborku.

Jeżeli dodamy do tego kontrolowaną przez E.ON spółkę ze Szczecina (Niemcy mają w niej 66,4 proc udziałów) dostarczającą ciepło niemal na całym terytorium województwa zachodniopomorskiego, to wyłoni nam się bardzo nieciekawy obraz. Tylko dzięki tym dwóm przedsiębiorstwom i wchodzącym w ich skład podmiotom, Niemcy mogliby kontrolować rynek cieplny w dwóch województwach (opolskie i zachodniopomorskie) i części województw dolnośląskiego i pomorskiego. ECO ma w planach kolejne inwestycje, więc zasięg ten z pewnością jeszcze by się zwiększył.

 

Nie chcemy tutaj tworzyć teorii spiskowych, ale wystarczy spojrzeć na mapę Polski, by ocenić, jak kluczowe z punktu widzenia niemieckich resentymentów są to obszary. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że, jak podaje specjalistyczny portal energetyka24.com, E.ON jest jednym z partnerów rosyjskiego Gazpromu w budowie drugiej nitki gazociągu Nord Stream.

 

Biorąc pod uwagę kluczowe w tej układance miejsce ECO, tylko dzięki determinacji centroprawicowych sił, które w 2014 roku zdobyły władze w Opolu, udało się uniknąć, jak mówią eksperci, wrogiego przejęcia, będącego jednocześnie potencjalnym ciosem w bezpieczeństwo energetyczne Polski. Nowym władzom w ostatniej chwili udało się zablokować sprzedać części miejskich udziałów niemieckiej firmie.

 

Na szczególne uznanie zasługuje postawa wiceprezydenta Opola Janusza Kowalskiego z PiS, który w imieniu miasta przez dwa lata walczył o cofnięcie szkodliwych decyzji poprzednich władz i odzyskanie kontroli nad spółką.

 

Kiedy Nadzwyczajne Zebranie Akcjonariuszy spółki podjęło decyzję o odwołaniu dotychczasowego, spolegliwego wobec Niemców zarządu, E.ON, mimo że był udziałowcem mniejszościowym, zaskarżył tę decyzję do sądu. Przepychanki prawne trwały dwa lata i dopiero w grudniu 2016 roku miasto wygrało batalię prawną z europejskim gigantem i odzyskało kontrolę nad spółką.

 

Opolski przypadek pokazuje, że nie ma lepszego argumentu w debacie o samorządach i kadencyjności, jak sprawa ECO. Mimo teoretycznie zmieniających się władz miejskich i udziałowców, spółką przez 26 lat kierował jeden prezes – W. Chmielowicz związany najpierw z PZPR, a później z SLD. Lokalne media niejednokrotnie informowały o przypadkach nepotyzmu i obsadzaniu kluczowych stanowisk przez swojaków. Np. stanowisko w jednej ze spółek-córek ECO miała objąć córka Chmielowicza.

 

Prezesa, nie usunęli także politycy Platformy Obywatelskiej, kiedy przejęli władzę w mieście i kiedy teoretycznie rozbito lokalny układ SLD-PSL. Chmielowicz okazał się „niezatapialny” także wtedy, kiedy do spółki weszli Niemcy. Szybko znalazł wspólny język z przedstawicielami E.ON i akceptował większość decyzji podejmowanych przez mniejszościowego udziałowca. Dopiero przejęcie władzy przez PiS i koalicjantów pozwoliło miastu odzyskać kontrolę nad przedsiębiorstwem.

 

Włodarze Opola udowodnili, że repolonizacja kluczowych sektorów gospodarki jest możliwa, mimo potężnej presji i protestów. Pokazali też, że można wygrać spór prawny z europejskim gigantem, pod warunkiem, że się do tego podejdzie z determinacją.

PF

 

oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Debilon poproszę !

czwartek, 19 stycznia 2017 22:54

 

MLEKO DEBILON POPROSZĘ…

16 STYCZNIA 2017
 
 

Zapewne większości z Was praca w aptece kojarzy się tylko z kontaktem z chorymi, noszeniem leków i rozszyfrowywaniem bazgrołów na receptach. Nuda jak cholera…

Na szczęście jesteście Wy, czyli nasi Pacjenci i Wasza wspaniała rozbudowana wyobraźnia, powodująca przekręcanie nazw leków, czasami tak wybitnie zmienionych, że nie mamy pojęcia o co chodzi 

Oczywiście wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, a większość nazw coraz to nowych leków przysparza problemów także i nam. Jednak słysząc np. poproszę mleko Debilon, zamiast Bebilon trudno powstrzymać uśmiech.

Poniżej najsympatyczniejsze przykłady nazw leków umilające nasz nudny dzień w aptece 

Kochana pani magister, poproszę:

 

  • mleko Debilon (Bebilon),
  • Aspiryna z Bayernu (Aspiryna firmy Bayer),
  • Ajax (Alax),
  • syrop paraśluzowy, syrop prawośluzowy, syrop przeciwślazowy, syrop jednośladowy, syrop lewoślazowy (syrop prawoślazowy),
  • Halopierdol, Halopopierdol (Haloperidol),
  • porost islamski, porost irlandzki (porost islandzki),
  • wiaderko na mocz, kubeczek na mocz, słoik na mocz,
  • pastylki Tymianek i nabiał (Tymianek i podbiał),
  • Stoperan do uszu (stopery),
  • test przeciwciążowy,
  • plastry z tygrysem,jaszczurką,wężem diabłem, krokodylem, lwem, paszczą (plastry FastPlast, które mają na opakowaniu smoka ziejącego ogniem),
  • henna (Xenna),
  • sexolete (Septolete),
  • maść cyjankowa (cynkowa),
  • Ave Maryja, Ale Maryja, tabletki do podróży (Aviomarin),
  • nasienie koziorożca, kazirodka, nasienie jednorożca (kozieradka),
  • olejek z osiołka (z wiesiołka),
  • Ekshumisan (Espumisan),
  • czopki nitroglicerynowe (czopki glicerolowe),
  • tabletki Kosmitki (Marsjanki),
  • witaminy z szerszeniem (z żeń-szeniem),
  • maść z sadła świetlika, maść z jadu świstaka (maść z sadła świstaka),
  • liść sedesu (liść senesu),
  • maść z zęba diabła, maść z diabelskiego nasienia (maść z czarciego pazura).

 

Nazwy nazwami, jednak jest coś, co powtarza się chyba w każdej aptece i co farmaceuci uwielbiają. Mianowicie zdanie:

Nie pamiętam jak to się nazywało, ale jak mi pani pokaże to będę wiedział, że to ten lek 🙂


 

 

popłakałam się ze śmiechu !     : DDD


oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rak umiera w 42 dni: Słynny austriacki sok wyleczył ponad 45 tysięcy osób (przepis)

wtorek, 17 stycznia 2017 23:16

 

 

Rak umiera w 42 dni: Słynny austriacki sok wyleczył ponad 45 tysięcy osób (przepis)

 
 

Podstawą tego leczenia (jego nazwa to Breuss Cancer Cure) jest restrykcyjna dieta, która obejmuje 42-dniową głodówkę urozmaicaną piciem specjalnego soku warzywnego i herbaty. Według teorii Breussa, rak potrzebuje solidnych posiłków, aby przeżyć w ludzkim ciele.

Oczywiście jak to bywa w takich przypadkach – doniesienia o skuteczności nie są poparte odpowiednimi dowodami oraz nie posiadamy wiarygodnych badań naukowych, które udowodniłyby mechanizm działania tej kuracji. Jednak nie ma się co smucić, doświadczenia dziesiątek tysięcy ludzi mówią wystarczająco.

 

Istnieje pewne prawdopodobnieństwo, że głodowanie dla pacjentów chorych na raka może być niebezpieczne, ze względu na ogólne ryzyko niedożywienia. Sam Breuss nie uznawał konwencjonalnego leczenia i kiedy pacjenci przechodzili na jego terapię, nie mogli w tym samym czasie korzystać ze szpitalnych metod.

Dowody naukowe opisujące zalety i niebezpieczeństwa terapii Breuss Cancer Cure są niewystarczające.

Rak umiera w 42 dni: Słynny austriacki sok wyleczył ponad 45 tysięcy osób

O CZYM W OGÓLE MOWA?

Opis

Podstawą terapii Breuss Cancer Cure jest ścisła dieta trwająca 42 dni urozmaicona piciem specjalnych soków warzywnych i herbat. Dodatkowo pacjenci nie powinni spędzać czasu na szlaku żył wodnych, aby uniknąć negatywnego promieniowania.

Rudolph Breuss urodził się w Austrii w 1899 roku. Najpierw pracował jako elektryk, potem jako naturopata (jak Wałęsa od elektryka do prezydenta). Stworzył Breuss Cancer Cure oraz Breuss Total Cancer Treatment. Zmarł w roku 1990 (wtedy urodziłem się ja, przyp.red. ).

Składniki, przyjmowanie i dawkowanie

Breuss stworzył unikalny sok, który zapewnia niesamowity efekt – albowiem rak umiera. W ciągu swojego życia wyleczył ponad 45 tysięcy ludzi, u których rozwinął się rak lub inna ciężka choroba. Wiodącą teorią było to, że rak może przeżyć jedynie dzięki podaży białka w diecie.

Breuss wymyślił plan dietetyczny na 42 dni. Sugerował, aby pić tylko herbatę i jego specjalny sok z burakiem jako głównym składnikiem. W ciągu tych 42 dni, rak i jego komórki umierają z głodu, w czasie gdy Ty powracasz do pełni zdrowia.

Aby przygotować sobie ten specjalny sok potrzebujesz ekologicznych, organicznych, czyściutkich warzyw (najlepiej z twojego własnego ogródka za domem z dala od zgiełku): 

  • burak (55%)
  • marchew (20%)
  • korzeń selera (20%)
  • ziemniak (3%)
  • rzodkiewka (2%)

Wystarczy wrzucić wszystkie składniki do blendera i zrobić, co trzeba. Kiedy skończysz, jesteś gotowy do rozpoczęcia leczenia. Możesz użyć również wyciskarki do soków, gdyż stałe resztki i tak odcedzasz.

Ważne byś pamiętał, aby nie przesadzić z piciem soku. Wystarczy tyle, ile ciało naprawdę potrzebuje (ile dokładnie o tym dalej).

Burak zawiera multum antyoksydantówwitamin: C, B1, B6, kwasu foliowego, pantotenowego (witamina B5) oraz minerałówpotasu, fosforu, magnezu, wapnia, sodu, żelaza, cynku. Dlatego uważany jest za jedno z najzdrowszych i najbardziej pożytecznych warzyw na świecie. Jego ciemny czerwony kolor potwierdza wartości zgodnie z teorią: im ciemniejsze tym zdrowsze.

(Burak był tematem bardzo lubianego przez Was wpisu. Przypomnij go sobie → TUTAJ – Burak – warzywo, które naprawi wszystko w Twoim ciele).

Rak umiera w 42 dni: Słynny austriacki sok wyleczył ponad 45 tysięcy osób – Wartości i działanie

Istnieje wiele badań opisujących zbawienne działanie buraka, między innymi w leczeniu takich chorób jak białaczka czy rak.

Burak jest bogaty w betainę, aminokwas o udowodnionych właściwościach przeciwnowotworowych. W dodatku wykazuje silne działanie przeciwzapalneprzeciwutleniające i oczyszczające(detoksykacyjne). Badania naukowe donoszą, że betaina uszkadza komórki rozrastającego się w ciele guza.

Burak może być użyty w leczeniu wielu rodzajów raka. Jedno badanie pokazało nawet, że jest on w stanie poprawić stan pacjenta bez względu na to, jaki rak się u niego rozwinął.

Jest również bardzo wartościowy dla kobiet w ciąży ze względu na dużą zawartość kwasu foliowego. Poprawia on funkcję wątroby i pęcherzyka żółciowego, zapobiega zaparciom. Przynosi ulgę przy bólach głowy, zębów, zapaleniu jelit, problemach ze stawami, skórą i problemach menstruacyjnych (PMS i pochodne). Wychodzi na to, że burak jest warzywem, które istotnie powinno być składnikiem codziennej diety.

Całe leczenie jest dokładnie opisane w trzech książkach napisanych przez samego Breussa. Jednak nie wiadomo czy jego następcy niczego nie pozmieniali i aktualne wydania zawierają prawdziwe, pierwotne słowa (tak jak z biblią  ).

Breuss skrupulatnie pilnował, aby chorzy pacjenci nie jedli ani nie pili niczego innego, prócz soków i herbat, które sam zalecał. Czas tych 42-dni był najbardziej istotny. Każdemu dawał ścisłe instrukcje na temat przygotowywania i spożywania odpowiednich soków i herbat.

Rak umiera w 42 dni: Słynny austriacki sok wyleczył ponad 45 tysięcy osób – Przepis

SOKI

Soki zawierały: buraka, marchew, seler, czarną rzodkiew i ziemniaki w przypadkach, gdy pacjenci mieli diagnozę – rak wątroby. Wszystkie warzywa musiały być pierwotnie wyhodowane ekologicznie, a osad po przygotowaniu soku był usuwany (jeżeli używasz wyciskarki lub sokowirówki – stosuj podwójne sitko). Maksymalna dzienna ilość soku wynosiła 500 ml, <a więc nie za wiele>.

HERBATY

Breuss wyznaczył trzy herbaty dla wszystkich typów raka: <powiedzmy> Herbatę Mędrca (Sage tea), Herbatę nerkową (Kidney tea) i Herbatę geranium (cransbill tea);

Pierwsza zawierała szałwię, dziurawiec, miętę i melisę w odpowiednich proporcjach. Mogła być pita do woli.

Druga – nerkowa zawierała skrzyp polny, pokrzywę, rdest ptasi i dziurawiec w odpowiednich proporcjach. Mogła być pita jedynie przez pierwsze 3 tygodnie.

Cranesbill tea zawierała geranium (polecam ciekawy artykuł kolegów o geranium) Zalecane było picie jedynie pół kubka zimnego naparu codziennie. W zależności od typu raka, mogły być dodawane inne specjalne herbaty. Używanie cukru było zabronione.

 

 

W przypadku białaczki, pacjenci musieli pić zalecane ilości herbat i soków, ale mogli także jeść wszystko, prócz zupy mięsnej, wołowiny, wieprzowiny, przetwarzanego, wędzonego lub odgrzewanego jedzenia i tłuszczów.

Rak umiera w 42 dni: Słynny austriacki sok wyleczył ponad 45 tysięcy osób – Zmiany

W późniejszych czasach wraz z rozwojem chirurgii leczenie Breussa ulegało adaptacji. Zalecał on, aby nie przechodzić na jego dietę od razu po operacji. Radził by poczekać przynajmniej 2 do 5 miesięcy. W trakcie terapii inne leczenie było zabronione.

Uzupełniające zalecenia obejmowały ćwiczenia na świeżym powietrzu oraz rzucenie palenia. Ponadto, pacjenci nie mogli leżeć nad tzw. żyłami wodnymi (źródło promieniowania), powinni unikać proszków na mole, innych środków owadobójczych, kosmetyków w aerozolu i odświeżaczy powietrza w domu, czyli tego, czego obecnie w domach mamy na pęczki – kosmetyki naturalneekologiczne sprzątanie.

Breuss oświadczał, że pacjenci, którzy w całości ukończyli jego leczenie nie powinni już nigdy jeść odgrzewanych posiłków, ale stopniowo mogli przechodzić na lekką dietę z ograniczeniem soliSpecjalny sok powinien być pity w ilości 60 ml na dzień jeszcze przez 2-4 tygodnie.

Dodatkowe instrukcje zostały dodane w 1987 roku: pacjenci powinni spożywać 1 lub 2 talerze bulionu z cebuli codziennie (sam płyn). W celu wzmocnienia serca, sugerował 20-40 kropli nalewki z głoguChorzy z cukrzycą nie powinni zaprzestawać leczenia insuliną.

Instrukcje opublikowane w 1990 roku: dla suplementacji potasu i wapnia pacjenci powinni pić herbatę zrobioną z babki lancetowatej, babki zwyczajnej, płucnicy islandzkiej, miodunki plamistej, bluszczyku kurdybanku, dziewanny drobnokwiatowej i marchwicy pospolitej. Pacjenci z problemami z wątrobą lub pęcherzykiem żółciowym powinni pić bulion ze strączków fasoli, zamiast cebuli.

Rak umiera w 42 dni: Słynny austriacki sok wyleczył ponad 45 tysięcy osób – Co dalej?

Dowody skuteczności

Breuss zapewniał, że od 1950 roku udało mu się wyleczyć z powodzeniem ponad 2000 pacjentów. Oszacował, że od 1986 roku, zostało wyleczonych dodatkowych 40 000 pacjentów z diagnozą: rak lub inna tzw. nieuleczalna choroba, przy użyciu jego metod.

Jako dowód możemy przyjąć listy z podziękowaniami od pacjentówz czasów 1971-1985. Breuss zapewniał, że leczenie może nie przynieść korzyści jedynie, kiedy instrukcje nie są skrupulatnieprzestrzegane. Wierzył, że mógłby wyleczyć około miliona chorych, gdyby medycyna akademicka go wsparła, zamiast stawać w opozycji.

Mechanizm działania/stwierdzane

Breuss postulował, że rak żyje jedynie w ekskluzywnych warunkach. „Jedyni pacjenci, którzy umarli, to byli ci, którzy dostali coś do zjedzenia”. Zapewniał, że rak i jego komórki nie mogą przeżyć jedynie na sokach warzywnych, a zatem umierają, kiedy pacjenci spożywają tylko herbaty i soki (przez 42 dni).

Breuss cytował Bruno Bornarburga, który powiedział, że proces nowotworowy karmi się białkami, więc kiedy rak ma odcięty swój pokarm, pacjenci na diecie bezbiałkowej zdrowieją. Idąc dalej, Breuss potwierdzał, że po czasie odżywiania bezbiałkowego, wzmocniony organizm ludzki atakuje i niszczy komórki raka – coś w stylu „chirurgii bez skalpela”.

Na koniec warto dodać, że powyżej opisany sposób jest nie tylko skutecznym leczeniem, ale też wyśmienitą profilaktyką, w sytuacji gdy rak się potencjalnie nie rozwinął. 


To był długi wpis. Mam nadzieję, że okaże się bardzo przydatny. W razie jakichkolwiek pytań albo uwag – proszę do mnie pisać na FB lub mailem. 

Spróbuj również innych przepisów na Naturalne leczenie,Ziołolecznictwo lub Odchudzanie.



PODOBNE WPISY/RELATED POSTS:


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mój tekst w ostatnim wydaniu " Myśli Polskiej"

wtorek, 17 stycznia 2017 1:15
 

tianjin_china.jpg
Chiny, Chiny… rzymska Serica, Kataj – Marco Polo, czy łacińska – Sina albo jak mówią sami Chińczycy: Zhongguo, Tianxia czy Zhengzou, to kraj zaskoczeń i zadziwień, kraj tak wielki i różnorodny, że można opisywać go na setki sposobów, jednak to właśnie z powodu tej wielkiej różnorodności możemy to czynić zaledwie fragmentami.

Moje chińskie wrażenia dotyczyć będą więc tylko i aż jednego miasta o nazwie Tianjin – jednego z czterech chińskich miast wydzielonych 20-milionowej metropolii leżącej nad zatoką Pohaj, częścią Morza Żółtego i niedaleko końca Wielkiego Kanału łączącego rzeki Huang He i Jangcy.

Różnorodność Państwa Środka poza ogromnym zróżnicowaniem geograficznym polega także na wielkim zróżnicowaniu kulturowym, bowiem ponad 50 grupach etnicznych zamieszkuje ten kraj. W okręgu Tienjino, którym piszę, można, bowiem spotkać Chińczyków Han, Hi, Koreańczyków, Mandżurów i Mongołów, a językiem używanym jest dialekt mandaryński, który różni się całkowicie od języka urzędowego, czyli puthonga używanego w oddalonej zaledwie o dwie godziny drogi stolicy, czyli Pekinu.

Wielka metropolia Tijanjin była kiedyś małą wioską rybacką, teraz to wielki ośrodek handlu i przemysłu elektronicznego, informatycznego, metalurgicznego, samochodowego, maszynowego, chemicznego, petrochemicznego, włókienniczego, spożywczego i stoczniowego – znajduje się tu, bowiem ważny port jak mówią czwarty, co do wielkości na świecie. W związku z tym wielkim rozwojem przemysłów wszelkich chińscy gospodarze pokazywali nam, uczestnikom warsztatów dla pisarzy zagranicznych, głównie swoje osiągnięcia gospodarcze. Dzielnica, w której znajdował się nasz hotel Scott to najnowocześniejsza część Tianjin oddalona od samego miasta o 50 minut jazdy metrem.

Dzielnica nosi nazwę TEDA, co jest skrótem od Technological Development Area. TEDA to miasto XXI wieku zabudowane kilkudziesięcio-piętrowymi drapaczami chmur. To popis najnowszej techniki i architektury z centrami handlowymi schowanymi pod ziemią oraz mini parkami z fontannami i strumieniami na powierzchni. To metropolia przyszłości zaplanowana z rozmachem, ale często także tym rozmachem przytłaczająca, bo współczesny człowiek a szczególnie Europejczyk, przyzwyczajony do przytulnych zabytkowych europejskich miast czuje się tu jeszcze mniejszy i jeszcze bardziej zagubiony.

Tak też było i ze mną prze pierwsze dni mojego miesięcznego pobytu w TEDA. Później, kiedy już przywykłam, że do sklepu spożywczego zjeżdża się pod ziemię a do stacji metra wjeżdża na drugie piętro przestałam dziwić się i zrozumiałam, że w takim miejscu na próżno szukać atmosfery starych Chin i że szklane domy, beton, kamień i aluminium to raczej słaby materiał poetycki. Kiedy więc całkiem zrezygnowana przestałam rozglądać się za choćby cieniem świątyni czy starego inspirującego poetycko miasta – wydarzyło się to, o czym postanowiłam opowiedzieć.

Na kilka dni przed naszym powrotem do Polski – chińska wolontariuszka LiuHuiQin, czyli „Tracy”, jak sama się nazwała z angielska, zaprosiła nas, czyli pisarkę bułgarską Zdrapkę, Jevrafimową, Xu Qindziennikarkę „Szanghai Daily” i mnie na wycieczkę jak sama to nazwała „na wieś”. Owa wieś rozciąga się pomiędzy ogromnymi dzielnicami Tianjin, czyli Hebei, Hedong, Heping, Hexi, Honggiao, Nankai, i Binhai, czyli naszej TEDY. Niestety nazwy owego miejsca nie udało mi się zapamiętać, myślę, że mój drogi czytelnik mi to wybaczy.

Propozycję wycieczki przyjęłam entuzjastycznie, bo oczywiście bardzo byłam ciekawa jak też wygląda chińska wieś? Podczas kilku wycieczek, w trakcie których wyjeżdżaliśmy poza kamienno-szklaną TEDĘ nie udało mi się zobaczyć nic, co by wyglądało jak nasze polskie wsie – żadnego pola uprawnego, budynków gospodarczych, lasku, czy łąki. Krajobraz wokół Tianjin to rozległe aż po horyzont zakończony wysokimi budynkami nowych osiedli puste gliniaste przestrzenie poprzedzielane gdzieniegdzie stawami hodowlanymi i zagajnikami wierzby czy bambusa.

Pomiędzy tymi osiedlami można było dojrzeć tylko charakterystyczną dla wielkich zakładów przemysłowych zabudowę. Jakieś kominy, hale produkcyjne, magazyny, lecz wsi w naszym znaczeniu nie było. Nie ma bowiem w Chinach prywatnej własności ziemi i nadaremno by szukać wiejskich podwórek z sadami i przydomowymi ogródkami, …choć jak się miało okazać niebawem są w tej regule i wyjątki…

Po kilkunastu minutach jazdy przez zatłoczone Tianjinskie ulice nowym, luksusowym bielutkim samochodem Tracy, zjechałyśmy z szerokiej, czteropasmowej autostrady i wyjechałyśmy poza obręb zabudowany. Droga była wąska i szara od pyłu, po obu stronach obsadzona krzakami bambusa i wierzby. Po kilkunastu minutach skręciłyśmy w prawo i zatrzymałyśmy się przed dość wysokim murem zakończonym pięknymi, brązowymi ceramicznymi dachówkami oraz wielką ozdobną bramą pomalowaną na ciemno czerwony kolor, z mosiężnymi kołatkami w kształcie wykrzywionych twarzy. Brama była szeroka i okazała, zwieńczona dachem w stylu chińskim, z wygiętymi łagodnie spadami – dachem, o którym Chińczycy mówią, że wygląda jak skrzydła lądującego żurawia.

Po obu stronach szerokiego wejścia na murze z białej cegły umieszczono kilka złotych tablic z chińskimi napisami, świadczących o powadze miejsca i statusie zamieszkującej za tym murem rodziny. Tracy wyjaśniła nam, że gospodarz tajemniczego ogrodu za ozdobną bramą, poza oczywiście wysoką funkcją w partii komunistycznej, jest jednym z niewielu prywatnych posiadaczy ziemskich. Posiada, bowiem kilka hektarów ziemi a na niej szklarnie i pieczarkarnie, (choć może słuszniej by powiedzieć – grzybiarnie, bo takich jak u nas pieczarek tu w Chinach nie zauważyłam). Uprawia się za to ogromną ilość przeróżnych dziwnych i nieznanych u nas grzybów i grzybków, szarych, białych, brązowych i czarnych, które według przepisów kuchni chińskiej dodaje się do większości potraw.

Produkcja ogrodnicza to jednak nie wszystko, co robi jej przyjaciel – wyjaśniła nam Tracy. Poza działalnością rolniczą żona pana Li Dawei prowadzi również restaurację, w której będziemy miały przyjemność spróbować potraw z uprawianymi w gospodarstwie grzybami. Słysząc to bardzo się ucieszyłam, bo uwielbiam chińskie grzyby szczególnie czarne miękkie mun albo inne, Enokitake, które wyglądają trochę jak nasze opieńki, albo psie grzybki – białe, zebrane w duże pęczki na długich i cienkich nóżkach.

Kiedy przekraczałyśmy bramę posiadłości państwa, Dawei słońce chyliło się już ku zachodowi. Ciepłe promienie oświetlały czerwoną bramę i odbijały się od wykrzywionych twarzy odlanych w mosiądzu maszkaronów. Tracy zdecydowanym krokiem podeszła do ciężkich drzwi i otworzyła je. Wyjrzałam zza jej pleców, wypatrując gospodarzy i zdziwiłam się, bo nikt nas nie witał. Weszłyśmy na spore zadbane podwórze. Kilka metrów od wejścia na drodze prowadzącej od bramy znajdował się ogromny siwy głaz z poszarpanymi brzegami bardziej niewielka skałka o wypłukanych przez wodę brzegach wyglądająca jak oryginalna, naturalna rzeźba. Skałka, której towarzyszyły dwie niewielkie palmy cykas ustawiona była na samym środku drogi prowadzącej od bramy do drzwi budynku mieszkalnego – jak widać zgodnie z chińską zasadą kształtowania powierzchni mieszkalnej feng-shui.

Po prawej stronie posiadłości znajdował się dość duży i robiący wrażenie dzikiego ogród, w nim stare zabytkowe narzędzia rolnicze, drewniane taczki i brony – a po lewej stronie podwórza nowoczesny budynek dość mocno przeszklony. Przez wielkie okna można było zobaczyć wnętrze a w nim sztalugi z olejnymi portretami. Przed budynkiem pod wysokim rozgałęziającym się na trzy wielkie konary jaworem stał prosty drewniany stół, otoczony ławami do siedzenia a na nim duża kamienna pięknie rzeźbiona taca do herbaty.

Na tym nieznanym terenie, w dzikim ogrodzie, do którego weszłyśmy bez wiedzy gospodarzy poczułam się dość niepewnie. Cały czas rozglądałam się z nadzieją, że może ktoś wyjdzie nam na spotkanie, ale byłyśmy same. Po chwili jednak zauważyłam, że Tracy czuje się w tym domu swobodnie, wiec przyjęłam to za normę i już odważniej podążałam za przewodniczką.

Za przeszklonym budynkiem z obrazami oddzielony zaledwie żwirową ścieżką wyłożoną kamiennymi kołami podobnymi do młyńskich znajdował się drugi budynek, do którego poprowadziła nas Tracy. Na ganku, pod niewielkim daszkiem zobaczyłam bardzo oryginalną mozaikę – czy może lepiej powiedzieć płaskorzeźbę będącą swoistym kolażem utworzonym z ceramicznych naczyń wmurowanych w ścianę. Serce mi drgnęło, bo naczynia miały piękną formę i bajeczne kolory. W Polsce w wolnych chwilach zajmuję się, co prawda tylko amatorsko ceramiką, ale wiem ile pracy trzeba włożyć w wykonanie tak skomplikowanych kształtów i osiągnięcie takich intensywnych barw. Byłam pod wrażeniem, jednak prawdziwe cuda czekały mnie w środku. Budynek okazał się bowiem pracownią i salonem wystawowym znanego artysty chińskiego, malarza, rzeźbiarza i ceramika, członka Związku Artystów Chin pana Liu Dawei, a ceramiczne cuda wykonane przez mistrza swoją wyjątkową urodą naprawdę zapierały dech w piersiach. Wyjęłam telefon i zachwycona zaczęłam fotografować.

zel 4_0.jpg

Fotografowałam wysokie ceramiczne wieże przypominające indiańskie totemy, ogromne dzbany zdobione chińskimi stylizowanymi napisami, figurki naturalistyczne z nieszkliwionej gliny biscuitowej, rozłożyste rogi bawole wieńczące wejścia do pomieszczeń, wykonane z ceramiki z zadziwiającą sprawnością i wiernością sągi drzewa i przedziwne i oryginalne talerze z zastygłymi na ich powierzchni kroplami rozpływającego się szkliwa… byłam oczarowana.

Zaskoczone ilością zgromadzonych prac, weszłyśmy po schodach na piętro do wielkiej sali ekspozycyjnej gdzie na dużych białych sześcianach ustawione były pozostałe prace mistrza.
Widać było, że artysta czerpał inspiracje z natury rzeźby, bowiem przedstawiały zadziwiająco wiernie odtworzone zwierzęce czaszki zwieńczone długimi rogami. Czaszki gazeli, antylop, kozic, bawołów szkliwione na piękne kolory ochry, ciemnej zieleni, bieli. Dalej stwory morskie: ogromne czerwone kraby składające jaja, brązowo białe muszle gigantycznych ślimaków tak wierne oryginałom, że wydawać by się mogło, iż stworzyła je sama natura a nie ręka człowieka. Wielkie wrażenie robiły również zdobiące naczynia elementy roślinne: zapętlone pnącza z obłymi nasionami czy owocami, pękate tykwy, skręcone bluszcze, powoje, długie strąki fasoli, pełne dynie, brzuchate owoce. A także krągłe wazy, kule zdobione chińskimi napisami oraz skomplikowane – wysokie na dwa metry wieże, które łączyły w sobie śliskość i kolor zestawione z matową szorstkością wypalanej surowej jak cegły nieszkliwionej gliny.

To wszystko było tak piękne i barwne, kolory tak głębokie i różnorodne, od mlecznej bieli, matowych kremów i żółtawego beżu kości i czaszek, przez żółcie kadmowe, ceglaste brązy, sienny, pomarańcze, cynobry, karminy, laki, fiolety, ultramaryny, błękity, turkusy, jasne i ciemne butelkowe zielenie aż do kostnej czerni i najtrudniejszego do osiągnięcia dla ceramików kobaltu.
Stałam jak oniemiała, nie mogąc oderwać oczu od tych przepięknych kolorów szkliwa i angoby – znalazłam się, bowiem w ceramicznej krainie baśni…

Z radością dziecka wędrowałam po salonie wystawowym starając się zapamiętać te wszystkie zwierzęco-roślinne gliniane cudeńka. Po dłuższej chwili i sfotografowaniu wszystkich wystawionych prac, ze zdziwieniem zorientowałam się, że zostałam w wielkim pomieszczeniu zupełnie sama. Tracy, Xu Qin i Zdravka gdzieś zniknęły. W poszukiwaniu koleżanek zajrzałam do pokoju na tyłach sali wystawowej. Pomieszczenie robiło wrażenie pracowni kaligrafii, bowiem na długich stołach rozłożone były długie zwoje białego papieru a na małym biurku przy samym wejściu leżały porzucone w artystycznym nieładzie przybory do pisania: pędzle i pędzelki, miseczki oraz pojemniki z tuszami. Jednak i tu nie zastałam nikogo, zrobiłam, więc szybko zdjęcia i gasząc światło w sali wystawowej zeszłam po schodach na dół.

Tam także nie znalazłam moich towarzyszek, wszędzie było cicho i pusto, niewiele, więc myśląc otworzyłam drewniane surowe drzwi zwieńczone rogami afrykańskiego bawoła i weszłam do kolejnego pomieszczenia – jak się okazało pracowni ceramicznej mistrza.

zelenay 2_0.jpg

Znajdował się tu ogromny piec wielkości przyczepy campingowej z szynami, po których można przesuwać ciężkie gliniane rzeźby. Reszta pracowni zastawiona była rozpoczętymi rzeźbami, beczułkami z angobami i szkliwami, oraz narzędziami rzeźbiarskimi. Ośmielona pustką poprzednich pomieszczeń weszłam do środka i zaczęłam fotografować wnętrze. Podeszłam do pieca, żeby go lepiej zobaczyć … i nagle, telefon wypadł mi z ręki, bo poczułam, że ktoś stoi za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę w średnim wieku w roboczym ubraniu, noszącym ślady gliny. Domyśliłam się, że mam przed sobą samego mistrza Li

Mężczyzna robił wrażenie równie zaskoczonego jak ja. Patrzył na mnie zdziwiony a ja wpatrywałam się w niego w osłupieniu, czując jak czerwienię się po same cebulki włosów.
Weszłam, bowiem do jego królestwa bez pytania, jak złodziej …
- I am sorry! – tłumaczyłam się niezręcznie
- I am very sorry! I came, but I am so impress of Your art! – pochyliłam głowę z nabożną czcią, krzyżując ręce na piersi.
- You are so great! – brnęłam dalej, Your art is fantastic! – zachwycałam się szczerze.

Mistrz musiał wyczytać z mojej twarzy prawdziwie szczery zachwyt nad jego sztuką, bo uśmiechnął się szeroko. Ulżyło mi! Na migi pokazałam, że bardzo chciałabym zajrzeć do wielkiego pieca. Mistrz otworzył, więc ciężkie drzwi tak, bym mogła zajrzeć do wnętrza i również na migi pokazał mi jak wygląda proces wypalania. Zdziwiłam się bardzo, bo tak potężny piec, o tak wielkiej mocy zasilany był nie elektrycznie a tylko butlami z gazem. Ciekawe, że ta nasza techniczna rozmowa na migi była całkiem udana i wiele mi wyjaśniła.

Po chwili weszły Tracy, Zdravka i Xiu Qin. Dziewczęta zdziwiły się, że widzą mnie tutaj i to w towarzystwie samego mistrza. Kłopotliwa sytuacja była rozładowana. Niestety nasz gospodarz jak już się przekonałam mówił tylko po chińsku, poprosiłam, więc Tracy o tłumaczenie moich zachwytów nad wielką wrażliwością i zdolnościami wyjątkowego artysty oraz podziwem dla znajomości technik ceramicznych, które pozwalają na wykonanie tak fantastycznych dzieł. Artysta kiwał głową i o dziwo wydawał się całkiem zadowolony z naszej niespodziewanej wizyty.

Miło gawędząc wyszliśmy przed dom na podwórze i zaproszone przez mistrza zajęłyśmy miejsca przy drewnianym stole pod rozłożystym trójramiennym jaworem.

Upał zmalał, słońce chyliło się ku zachodowi. Rozproszone dotychczas żółte światło zaczynało skupiać się w okrągłą czerwoną kulę, która zawisła zdawać by się mogło bez ruchu nad bramą wejściową posiadłości Państwa Dawei. Było cicho i niezwykle nastrojowo. W ogrodzie wysokie drzewa kładły długie cienie na spalony słońcem trawnik. Siedziałyśmy w milczeniu zapatrzone w zachodzące słońce. Cieszyłam się tą ciepłą, łagodną ciszą na drugim końcu świata, w dalekich Chinach, w malowniczym i niezwykłym ogrodzie mistrza ceramiki.

Po niedługiej chwili przyszedł pan Liu Dawei niosąc tacę a na niej do złudzenia imitujące naturalny bambus – ceramiczne czarki własnej roboty, imbryk z herbatą i czajnik z wrzątkiem. Rozstawił czarki i sprawnie rozpoczął ceremoniał parzenia herbaty zalewając pachnące liście i prawie natychmiast wylewając na ziemię uzyskany napar. Spojrzałam na niego zdziwiona? Uśmiechnął się:
- Pierwsza woda płucze liście i powoduje, że wydzielają wspaniały zapach, wyjaśnił zalewając wrzątkiem zawartość krągłego imbryczka. Po chwili rozlał napar do naszych bambusowych czarek. Herbata była wyborna. Pachniała jaśminem, zielenią, ogrodem. Smak miała cierpki i mocny, pobudzała zmysły i orzeźwiała. Dawno żadna herbata nie smakowała mi tak bardzo. Piłyśmy ją małymi łykami rozkoszując się oryginalnym smakiem w scenerii tajemniczego ogrodu sztuki pana Liu Dawei.

Patrzyłam z wielką przyjemnością na pogodna twarz naszego gospodarza i wyzłocone ciepłym światłem zachodu twarze koleżanek. Smakowałam z rozkoszą tę magiczną chwilę odpoczynku po meczącym, pospiesznym dniu w wielkim nowoczesnym mieście Tienjin. Chwilę, aromatyczną i cierpką jak złota kropla herbaty. Starałam się zapamiętać ją na zawsze.

Na zimne polskie listopadowe dni, smutne dżdżyste wieczory i mgliste poranki. Na smutek zimowy i jesienną słotę …

Siedziałam w milczeniu… Wmojej głowie słowa same układały się w wersy wiersza.
A płonąca, czerwona kula słońca staczała się wolno, bardzo wolno za zachodnią bramę ogrodu, żarzyła się i gasła jak piękny ceramiczny talerz z pieca chińskiego mistrza Liu Dawei.

W pracowni mistrza Liu Dawei
Za chińskim murem ogrodu
ziemia-niebo w doskonałej równowadze
dłoń artysty ma dar stwarzania świata
ożywia glinę - lepi terakotową baśń
W pracowni mistrza Liu muszle i kraby
martwe gazele czaszki z rogami do nieba

Pod szkliwem płoną karminy i żarzą oranże
płyną zielenie w czerń najczarniejszych nocy
błękitnieją turkusy i kobaltu wody najgłębsze

W ogrodzie mistrza Liu, pod trójnogim jaworem
w bambusowych czarkach pijemy herbatę
wspólnie celebrujemy zatrzymany czas

Na niebie – jak w wielkim piecu dopala się słońce
Słońce – okrągły, terakotowy talerz
z pracowni mistrza Liu

 

 

 

Ewa Zelenay
Myśl Literacka, nr 103, styczeń 2017


oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Geoinżynieria ..co to takiego ?

niedziela, 15 stycznia 2017 1:35

 

 

Rząd światowy dokonuje na nas cichej masowej egzekucji

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX w. mieszkańcy Ameryki Północnej zaczęli obserwować niebo poprzecinane białymi śladami, które początkowo wydawały się smugami kondensacyjnymi zostawianymi przez samoloty. Wkrótce jednak okazało się, że nie były to smugi kondensacyjne.

 

Zamiast od razu ulec rozproszeniu, smugi utrzymywały się przez wiele godzin, rozprzestrzeniając się i wypełniając niebo. Zaczęto je wówczas określać jako smugi chemiczne. Często widzę samoloty latające tam i z powrotem po tym samym obszarze, aż czyste, niebieskie niebo zamieni się w szachownicę z białych linii, które rozprzestrzeniają się, sprawiając wrażenie zachmurzenia.

 

Na całym świecie zaczęły pojawiać się doniesienia o tym zjawisku, a sam obserwowałem je w każdym kraju, jaki odwiedziłem. Kwestia ta była poruszana także na debatach rządowych, jednak pozostawiono ją bez żadnej wiarygodnej odpowiedzi.

 

 

Kiedy na niebie pojawiły się chemiczne smugi, wielu ludzi zaczęło narzekać na choroby przypominające grypę, zaburzenia pracy układu oddechowego, dekoncentrację i depresję. Zawarty w atmosferze bar osłabia mięśnie, także mięśnie serca, zaś tor powoduje białaczkę i inne nowotwory. Niektóre media starały się zamaskować związek pomiędzy smugami chemicznymi a chorobami pojawiającymi się w miejscach ich występowania, jednak alternatywne źródła informacji podjęły ten wątek, uświadamiając opinię publiczną, co dzieje się naprawdę.

 

Glin powoduje osteoporozę i chorobę Alzheimera, zaś zarówno glin, jak i bar – poprzez deaktywację receptorów limfocytów T – osłabiają układ odpornościowy. Eksterminacja społeczeństwa odbywa się głównie poprzez atakowanie układu odpornościowego.

 

 

Od dawna jestem przekonany, że smugi chemiczne wykorzystują niewidoczną dla ludzkiego oka nanotechnologię. Nanocząstki są obecnie wykorzystywane w tysiącach produktów, w tym w żywności, odzieży, lekach, szamponach, pastach do zębów czy olejkach do opalania. Mimo że mogą wywoływać mutacje, ich stosowanie nie jest w żaden sposób uregulowane prawnie.

 

Dr Russell Blaylock, amerykański neurochirurg i specjalista w dziedzinie neurotoksyn, uważa, że występowanie nanocząstek glinu w smugach chemicznych ma związek z nasileniem chorób degeneracyjnych mózgu takich jak choroba Alzheimera czy choroba Parkinsona. Blaylock podkreśla fakt, że kiedy smugi chemiczne opadają na ziemię, nanocząstki glinu natychmiast dostają się do mózgu wraz z wdychanym powietrzem.

 

Wnikanie glinu do organizmu człowieka wiąże się także ze stosowaniem aluminiowych pojemników, w których przechowuje się m.in. napoje gazowane. Nawet niewielkie ilości rozpuszczalnego w wodzie baru mogą powodować trudności z oddychaniem, zwiększone ciśnienie krwi, zaburzenia rytmu serca, podrażnienie żołądka, osłabienie mięśni, zaburzenia naturalnie występujących odruchów oraz obrzęk mózgu, wątroby i nerek.

 

 

 

 

Czy na pewno rząd nie otrułby swojego społeczeństwa? Program ds. Wojny Chemicznej i Biologicznej, Prawo Publiczne 95-79, część 50, rozdział 32, sekcja 1520: „Zezwala się na wykorzystywanie obiektów ludzkich do testowania przez Departament Obrony Stanów Zjednoczonych oddziaływania chemicznych i biologicznych czynników, w charakterze eksperymentów i badań zgodnych z wytycznymi Komisji Kongresu”.

 

Prawo Publiczne 95-79, część 8, sekcja 808 z 30.07.1977, statut 334: „Sekretarz Obrony może przeprowadzać testy i eksperymenty związane z wykorzystywaniem chemicznych i biologicznych czynników bojowych na ludności cywilnej [na terenie Stanów Zjednoczonych]”. Oto dwa przykłady tego, co figuruje w prawie, lecz większość podobnych działań nie jest w żaden sposób uregulowana.

 

W tym samym czasie, kiedy zaczęto rozpylać smugi chemiczne, pojawiła się przerażająca dolegliwość określana jako choroba Morgellonów.

W jej przebiegu pod skórą pojawiają się kolorowe włókna, które po wyciągnięciu są zastępowane kolejnymi. Pojawienie się tej choroby jest wynikiem stosowania nanotechnologii w smugach chemicznych.

Objawy choroby Morgellonów obejmują m.in.: wrażenie pełzania, kłucia i gryzienia pod skórą, niegojące się zmiany skórne, skrajne zmęczenie, dezorientację, utratę pamięci krótkotrwałej, bóle stawów, ograniczenie ostrości widzenia, intensywne swędzenie mogące wywoływać myśli samobójcze oraz poważne zaburzenia neurologiczne.

 

Możliwą przyczyną choroby Morgellonów jest genetycznie modyfikowana żywność, w której powszechnie stosuje się DNA grzybów i bakterii, które znaleziono również w podskórnych włóknach pojawiających się w przebiegu choroby.

Dr Rima Laibow, dyrektor medyczny Natural Solutions Foundations, stwierdziła: „Technologia genetycznych modyfikacji, podobnie jak odkrycia Frankensteina, stworzyły możliwość ożywiania tego, co nieożywione. Włókna pojawiające się w przebiegu choroby potrafią się skręcać, owijać, rozrastać i dzielić.

Krótko mówiąc, te włókna „żyją” pod ludzką skórą, powodując zmiany pasożytnicze, których wynikiem powinno być tworzenie się nieożywionych substancji. Horror mutacji genetycznych sprawił jednak, że mają one naturą ożywionych istot”.

 

Oto kolejny przykład przejmowania kontroli nad społeczeństwem. Światło słoneczne, oprócz tego, że jest niezbędne dla zdrowia człowieka, jest także nośnikiem informacji. Ilość światła słonecznego docierającego na powierzchnię Ziemi maleje jednak od lat pięćdziesiątych XX w., zaś od lat dziewięćdziesiątych spadek ten nabiera na sile. Zjawisko to jest znane jako „globalne zaciemnienie” i ma bezpośredni związek z geoinżynierią.

Na całym świecie zaobserwowano redukcję promieniowania słonecznego docierającego na powierzchnię Ziemi o około 5% w latach 1960– 1990 i nawet o 17% po roku 1990, kiedy coraz powszechniej zaczęto stosować smugi chemiczne. Ma to ogromny wpływ na zdrowie człowieka, jego świadomość, produkcję żywności i w ogóle na cały „naturalny” świat. Program rozpylania smug chemicznych jest jednak utrzymywany w tajemnicy i niewiele osób wie, co dzieje się naprawdę.

 

W 2012 roku amerykańscy naukowcy ujawnili nawet badania polegające na corocznym transportowaniu „zaciemniających cząsteczek” na wysokość 18 km ponad powierzchnię Ziemi w ramach strategii „zarządzania promieniowaniem słonecznym”. Naukowcy oszacowali, że wykorzystanie do tego celu samolotów będzie kosztować 5 miliardów dolarów rocznie, lecz to i tak mniej niż… stosowanie gigantycznych rakiet czy też rur prowadzących do stratosfery.

 

Jeśli ktoś uważa, że rząd i wojsko nie otruwaliby celowo społeczeństwa, to jest w błędzie – robią to już od dziesięcioleci, choć dowiadujemy się o tym ze sporym opóźnieniem. Wielokrotnie dochodziło do takich sytuacji w Wielkiej Brytanii i innych krajach, zaś w Stanach Zjednoczonych oczywiście dzieje się to na okrągło.

W 2012 roku socjolog Lisa Martino-Taylor ujawniła po długotrwałym dochodzeniu, że w latach 50. i 60. amerykańskie służby wojskowe rozpylały nad mieszkańcami miasta St. Louis siarczek cynkowo-kadmowy w celu zbadania jego wpływu na ludzkie zdrowie. Rozpylanie było wymierzone głównie w ubogie rodziny.

Wdychanie siarczku cynkowo-kadmowego może powodować m.in. raka i choroby nerek, przy czym około 70% mieszkańców miasta narażonych na działanie trującej substancji stanowiły dzieci poniżej 12. roku życia. Z posiedzeń senatu z 1977 roku wynika, że w latach 1949–1969 w ramach podobnych eksperymentów celowo uwalniano czynniki biologiczne nad wieloma miastami, w tym nad San Francisco, Waszyngtonem, Minneapolis i St. Louis.

 

Okazało się także, że w systemach metra w Nowym Jorku i Chicago wykryto obecność bakterii uwolnionych w celu zbadania ich wpływu na ludzi, zaś amerykański rząd musiał wystosować opóźnione przeprosiny za celowe zarażenie mieszkańców Gwatemali chorobami przenoszonymi drogą płciową. Ta lista nie ma końca, a przypadki, o których nie wiemy, są zapewne tysiąckrotnie poważniejsze od tych znanych.

 

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 30 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  232 947  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Niecodzienna codzienność - a w niej kobieta matka, córka, żona, kochanka ... i co kto jeszcze chce. Młoda - ciągle młoda - zawsze młoda do końca jego i do końca świata .... Ewa

 ...

więcej...

Niecodzienna codzienność - a w niej kobieta matka, córka, żona, kochanka ... i co kto jeszcze chce. Młoda - ciągle młoda - zawsze młoda do końca jego i do końca świata .... Ewa

 

do ZLP.jpg

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 232947
Wpisy
  • liczba: 1776
  • komentarze: 2073
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 2604 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl