Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 213 268 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Mam szalik ....

sobota, 10 grudnia 2016 0:27

20161203_220606.jpg

 

Mam szalik i nie zawaham się go użyć !

 

.............................................................................

 

W sobotę 3 grudnia wybraliśmy się całą rodziną do Skierniewic na Memoriał im. Andrzeja Zelenaya - mojego Taty.  

Impreza była świetna, młodzi piłkarze walczyli zawzięcie o imponujące puchary ufundowane przez Prezydenta Skierniewic Krzysztofa Jażdżyka. 

To druga edycja memoriału, który będzie odbywał się każdego roku w pierwszą sobotę po Andrzejkach. Bardzo się z tego cieszymy i kibicujemy młodym zdolnym dzieciakom.

Dziękujemy też wszystkim przemiłym i gościnnym Prezesom klubu i trenerom, którzy na codzień pracują z młodymi drużynami. Mamy także nadzieję, na współpracę  w przyszłości. Obiecałam dzieciom książeczkę o moim Tacie i jego piłkarskiej drodze...

 

3 grudzień o 14:46 · 

Młodzi Unici odbierają dyplomy i puchar z rąk Krzysztof Jażdżyk i Pani Ewa Zelenay! Gratulujemy! :)

Zdjęcie użytkownika UNIA Skierniewice.


Zdjęcie użytkownika UNIA Skierniewice.

 

Ale by się Tatek cieszył widząc te roześmiane buziaki !

 

Zdjęcie użytkownika UNIA Skierniewice.
Zdjęcie użytkownika UNIA Skierniewice.
Zdjęcie użytkownika UNIA Skierniewice.
+88
 
 
 
 
Skierniewickie media także przybyły na imprezę ....                         : )))
Zdjęcie użytkownika UNIA Skierniewice.
 

 

 
Zdjęcie użytkownika UNIA Skierniewice.
 
 
 

W ramach II Turniej Andrzeja Zelenaya zorganizowana zotała także wystawa historycznych zdjęć!  :)

Zdjęcie użytkownika UNIA Skierniewice.
 
 
 

 
DYPLOM MEMORIÁ (1).png
 
 
 
Były imponujące puchary, dyplomy i klubowe podarunki ....
 
 
 
 
20161203_221142.jpg
 
 
Do zobaczenia za rok !     : )))))
 
 

oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

II Memoriał im Andrzeja Zelenaya

sobota, 03 grudnia 2016 0:34

Jutro wielki dzień !   Jedziemy do Skierniewic na memoriał imienia mojego Taty   : )

Bardzo się cieszę, że mój Tatek kochany został tak wyróżniony. Należy mu się to za wielkie oddanie piłce nożnej, za uczciwe i prawe życie i wartości, których mnie nauczył...


turniej

 

Na zdjęciu Tato pierwszy po prawej z kwiatami. Wyglada na to że był kapitanem ....

 

Aktualności Grupy młodzieżowe Unia Fun Kids

Już za chwilę Andrzejki z Unią, na które serdecznie zapraszamy wszystkich już od godziny 9.00 do hali OSiR na ul. Pomologicznej. Będzie dużo zabawy dla najmłodszych, turniejów i nagród. Tymczasem już 3. grudnia w tym samym miejscu odbędzie się memoriał najbardziej znanego Andrzeja z Unii Skierniewice, grającego w naszym klubie od początku jego istnienia Andrzeja Zelenaya.

 

Panie Prezydencie Skierniewic - dziękujemy za piękny puchar !

Jutro II Turniej im. Andrzeja Zelenaya ... będzie się działo !

 

Puchar ufundowany przez Prezydenta Miasta Skierniewice p. Krzysztof Jażdżyk już czeka na zwycięzcę! od jutra rana wielkie emocje podczas II Memoriału Andrzeja Zelenaya!!! Serdecznie zapraszamy od 9 rano, o 11.30 blok zabaw dla wszystkich chętnych dzieci!!!

 
 DYPLOM MEMORIAŁ (1).png
 
 
 

Taki właśnie dyplom za udział w memoriale im. Andrzeja Zelenaya będzie wręczany w sobotę młodym zdolnym piłkarzom : ))) Na zdjęciach mój Tato - król strzelców Polonii Warszawskiej, reprezentant Polski, zdobywca Pucharu Polski. : ))) To były czasy kiedy kibice znosili z boiska na ramionach !

 

oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wiedziałam !

piątek, 02 grudnia 2016 11:07

 

Wiedziałam, że coś jest na rzeczy - kiedy usłyszałam o nowym szlaku jedwabnym. Chińczycy to mądrzy, przewidujący gracze i niebezpieczni przeciwnicy ... No i proszę - teraz werbalizują swoje plany

A oto co na ten temat ma do powiedzenia tygodnik " Myśl Polska" - którego jestem w pewnym sensie współredaktorem :

Myśl Polska

Chiny proponują Polsce udziały w supermocarstwie

 

SongHongbing1 (2).jpg
W obecności garstki parlamentarzystów (Janusz Szewczak, Jacek Wilk, Robert Winnicki) i jednego europosła (Michał Marusik) przy totalnym bojkocie największych mediów w Polsce (państwowych i prywatnych) 29 listopada 2016 roku w Sali Kolumnowej Sejmu RP odbyło bezprecedensowe wydarzenie, wieszczące nowy układ sił na geopolitycznej mapie świata. Budowa euroazjatyckiej superpotęgi z udziałem Polski? Zaproszenie już otrzymaliśmy!

Wymownym pretekstem do niezwykle ważnych rozmów w murach polskiego parlamentu była wizyta chińskiego ekonomisty Song Hongbinga, autora serii książek pt. „Wojna o pieniądz”. Gość z Chin przyjechał do Polski na specjalne zaproszenie wydawnictwa Wektory, które wypuściło na polski rynek jego bestsellerowe publikacje. Kilkudniowy pobyt chińskiego analityka finansowego w naszym kraju zorganizowano pod hasłem: Wojny walut a światowy kryzys. Przyczyna, następstwa, co dalej?

Sejmowa konferencja z udziałem Song Hongbinga w najmniejszym stopniu nie zainteresowała mainstreamowych dziennikarzy (zarówno tych kupionych przez polityków opcji rządzącej jak i opozycję). Licznie stawili się za to przedstawiciele niekoncesjonowanej prawicy. Wystarczy wspomnieć obecność kilkunastu kamer – w tym tygodnika „Myśl Polska” – dzięki którym przestrzeń polskiego internetu na bieżąco wypełniają filmowe relacje z niepoprawnego politycznie wystąpienia chińskiego ekonomisty.

Jak zapewnia polski wydawca, odważne publikacje Hongbinga odpowiadają na pytania: Skąd się biorą kryzysy finansowe? Kto kontroluje emisję waluty? Kto zyskuje na inflacji? Komu zależy na drukowaniu papierowego pieniądza bez pokrycia w złocie? Kto pragnie uzależniać ludzi od kredytów? Do kogo należy amerykańska Rezerwa Federalna? Po co stworzono Międzynarodowy Fundusz Walutowy? A przede wszystkim: w jaki sposób prowadzona jest globalna wojna o pieniądz?

W najnowszej wydanej w naszym kraju części „Wojny o Pieniądz” Song Honbinga interesują kulisy wielkiej polityki. W książce ukazuje on, w jaki sposób w ciągu XX wieku dolar stał się najsilniejszą walutą świata, wypierając najpierw funta, a następnie degradując nawet złoto. Oprócz przeszłości, autora interesuje jednak przede wszystkim przyszłość. Żyjemy w epoce kresu dominacji dolara. Stany Zjednoczone są schyłkowym mocarstwem, którego siła, również militarna, oparta jest na gigantycznym zadłużeniu. Co nas czeka, kiedy mocarstwo to upadnie? Jak potoczą się losy świata?

Wiele z powyższych zagadnień Hongbing po części omówił podczas sejmowej konferencji. Na szczególną uwagę zasługuje jednak przedstawiona przez prelegenta idea Nowego Jedwabnego Szlaku. Przez sieć autostrad i linii kolejowych Chiny chcą połączyć dwa kontynenty. Projekt zakłada między innymi wybudowanie superszybkiej kolei rozciągającej się od wschodniego wybrzeża Chin aż do Europy zachodniej.

W zamyśle tej wizji ma zostać zrewolucjonizowany sposób prowadzenia transkontynentalnej wymiany handlowej, która w przyszłości będzie się odbywać z pominięciem drogi morskiej. Dzięki temu czas oczekiwania na towary eksportowe z drugiego kontynentu – z dwóch miesięcy skróci się do 48 godzin. Polska, ze względu na „sprzyjające okoliczności” i „bardzo dobre geograficzne położenie” ma stanowić istotny punk szybkiego szlaku kolejowego. Koszt budowy całej infrastruktury wynosi 500 miliardów dolarów. Chiny już zapowiedziały jego pokrycie.

Chińskie plany to potężny cios w USA, które w obliczu zbliżającego się nowego układu euroazjatyckiego (kwestią czasu jest kiedy się on zawiąże) utracą dotychczasową hegemonię.

Mając świadomość zależności polskich polityków od mocarstwa zza Oceanu, nie dziwi znikoma ich obecność na spotkaniu z Hongbingiem. Wielu z nich mogłaby zawstydzić wyłożona przez chińskiego gościa szkodliwość narzucanej przez Amerykanów umowy, którą rządzący nad Wisłą tak nachalnie forsują. Song Hongbing powiedział wprost, że TTiP (Transatlantyckie Partnerstwo) oraz TTP (Transpacyficzne Partnerstwo) naruszają suwerenność państw i są ewidentną tyranią międzynarodowych korporacji.

W ocenie chińskiego ekonomisty umowy te sprzyjają jedynie międzynarodowym korporacjom a nie przeciętnemu obywatelowi, w związku z czym decyzje o tym jaki będzie ich kształt są ustalane za zamkniętymi drzwiami. I właśnie w kontrze do tych umów Chiny proponują Nowy Jedwabny Szlak. Hongbing zapewnił, że reguły chińskiego projektu są transparentne i gwarantują zachowanie suwerenności przy współpracy państw narodowych. Chiński ekspert dodał, że do tej otwartej formuły międzynarodowej każdy może przystąpić bez żadnych warunków wstępnych.

Powrót świata wielobiegunowego wydaje się być przesądzony. Jednak – jak zauważył Hongbing – przeszkodą w budowie Nowego Jedwabnego Szlaku jest wojna w Syrii oraz możliwość rozprzestrzenienia się konfliktu na Bliskim Wschodzie na Eurazję. Dlatego, w ocenie chińskiego analityka wszyscy powinniśmy działać na rzecz zakończenia konfliktu w Syrii.

Agnieszka Piwar

ZOBACZ Song Hongbing w Sejmie:
cz. 1 – https://www.youtube.com/watch?v=rKDSDAjsd6Y
cz. 2 – https://www.youtube.com/watch?v=2TxKIzSAnZE
cz. 3 – https://www.youtube.com/watch?v=tGAJH_qQyfc


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

żurawinowa herbata na bezsenną noc ...

piątek, 02 grudnia 2016 2:53

2.16 noc ....znów nie mogę spać. Bolą mnie stopy tak, że trudno mi zasnąć. Kopię kołdrę, buksuję nogami prześcieradło, odkrywam się, zakrywam w końcu wstaję i chodzę po domu.

Pada śnieg i jest niezwykle jasno i cicho. Wysokie świerki uginają się pod ciężkimi czapami. Jutro rano będzie pięknie !

Dziwne jest to światło w ogrodzie - żółte jakieś, a przecież nie dochodzi tu blask latarni z ulicy ani nie świecą się światła u sąsiadów.

Korci mnie by wyjść na śnieg do ogrodu i sprawdzić czy swieci się jeszcze w kapliczce znicz, który  zapaliłam Mamie.

Wczoraj była rocznica jej śmierci. Odeszła w imieniny Taty, jakby chciała mu wyprawić imprezę w niebie - Andrzejki z Aniołami.

  Nie pojechałam na cmentarz bo wiało i padało, więc zapaliłam znicz w ogrodzie i w domu przed rzeźbą Matki Boskiej Łozinowskiej....

Moje zwierzęta domowe też śpią. Psy w garażu a kot u Alka.

Zepsuł mi się piec centralnego ogrzewania. Ciągle włącza się i wyłącza, muszę nastawiać nabardzo wysoką temperaturę żeby działał sprawnie. Wysoka temperatura to dużo gazu - a gaz drogi ...a poza tym wściekle gorąco.

Piec też drogi. Reperować się nie opłaca a nowy kosztuje cztery tysiące. Nie mam kasy, ale inie mam wyjścia - muszę pożyczyć. Samochód też niesprawny, płyta indukcyjna w kuchni nie 

działa. Ten piec to mam nadzieję ostatni akord w pechowej potrójnej serii ...

Biednemu to ciągle wiatr w oczy. Szukam pracy dodatkowej ale to chyba całkiem beznadziejne. W tym wieku już nikogo nie zatrudniają ...

...masakra !

Z tego wszystkiego chyba pójdę do kuchni zrobić sobie żurawinowej herbaty. To jedna z tych , które i bez cukru da się pić, bo a ja przecież cukru nie mogę ....

Jutro będzie piękny poranek ... i tylko to się liczy !

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

filmy, które trzeba zobaczyć !

czwartek, 01 grudnia 2016 23:37

Od tych zeznań skóra cierpnie : 

 

i zeznania świadka o którym mówił Sumliński :

 

 

i jeszcze jeden ciekawy film :

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziś rocznica śmierci mojej Mamy...

środa, 30 listopada 2016 1:38

 

 

Dziś rocznica śmierci mojej Mamy .... Umarła w imieniny Taty 30 .11 .2012 roku ...

Dziś myślę, że Tato po Nią przyszedł, a Ona poszła za Nim ...wyprawić mu imieniny jak to zawsze robiła ( Rodzice poznali się także w Andrzejki na imprezie klubowej Polonii Warszawskiej.

Mama bardzo Tatę kochała i całe życie była bardzo zazdrosna.

Hala, Halinka, Halusia jak mówił do Niej Tato - trzymała na swoich barkach cały dom, prowadziła własną firmę, zarabiała pieniądze. Kobieta niezwykle uparta i cierpliwa, wybuchowa i apodyktyczna dążyła do celu z uporem muła i jak żartowaliśmy : " Gdzie diabeł nie może tam Halinkę pośle"

Może właśnie z powodu tego uporu i pracowitości urządziła nam całkiem dobre życie, bo właściwie wszystko co mamy zawdzięczamy właśnie Mamie i Babci Halince. Chyba powinniśmy w ścianę naszego domu wmurować tablicę na cześć fundatorki ...

Oj ta Halinka !  - wyjątkowa i jedyna : piękna dziewczyna, zaradna business woman z taką siłą życiową, że czasem trudno było za Nią nadążyć ... Moja Mama.

 

20160526_205121.jpg

 

 

20160526_204431.jpg

 

Mama uwielbiała Deana Martina ...Często w domu słyszałam jego piosenki  : )

 

Mamuniu to dla Ciebie :  

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czego żałują ludzie na łożu śmierci ?

poniedziałek, 28 listopada 2016 1:12

Ostatnia lekcja: czego żałują ludzie na łożu śmierci?

 
 
Agnieszka Jucewicz
 
04.06.2016 01:00
Rysunek Anny Goszczyńskiej

Rysunek Anny Goszczyńskiej (RYSUNEK ANNA GOSZCZYŃSKA)

  • Książka Bronnie Ware - miniatura
  • Dziś umiem rozpoznać zbliżającą się śmierć. Ale wówczas wszystko to było dla mnie nowe.I byłam tym przerażona. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Jak się zachować. Co mówić - rozmowa z Bronnie Ware, autorką książki "Czego żałują umierający"
 
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Gdyby dziś dostała pani informację, że zostało pani tylko kilka miesięcy życia, żałowałaby pani czegoś? 

Niczego. Dziś żyję tak, jak zawsze chciałam. Wiem, co jest dla mnie ważne. Przestałam zabiegać o uznanie. Ale nie zawsze tak było. Tej odwagi, żeby żyć w zgodzie ze sobą, nauczyli mnie umierający pacjenci, którymi zajmowałam się przez osiem lat. Ruth, Grace, John, Charlie. I wielu innych.

Ich rozgoryczenie i ból związane na przykład z tym, że zbyt mało czasu poświęcali bliskim albo że kierowali się głównie cudzymi oczekiwaniami, są we mnie wciąż żywe i wpływają na moje wybory, więc gdyby zadałaby mi pani to pytanie 15-20 lat temu, odpowiedziałabym na nie zupełnie inaczej. Bo byłam wtedy kimś innym.

Doświadczenie pracy w opiece paliatywnej tak panią odmieniło? 

Kompletnie. Najcenniejsze lekcje o życiu dostałam od ludzi na łożu śmierci.

Co było przedtem? 

Miotałam się. Bałam się, co ludzie pomyślą. Tuż po szkole dostałam pracę w banku. Zajmowałam się m.in. tropieniem oszustw. Byłam dobra w tym, co robiłam, więc, jak to się mówi, "robiłam karierę". Garsonka, wysokie obcasy, wszystko jak trzeba. Weekendy spędzałam, jak wielu młodych ludzi w Australii, na zabawie. Tuż przed trzydziestką poczułam jednak, że moje życie jest jałowe, że brakuje mu serca.

Czyli sensu? 

Czyli sensu. Pracę w banku wybrałam z rozpędu. Takie były oczekiwania mojej rodziny, to była według nich "porządna robota". Ja się nie zastanawiałam, czego chcę, dopóki nie przyszedł głęboki kryzys i nie stwierdziłam, że naprawdę nie jestem w stanie dłużej tego robić.

Odeszła pani, sprzedała wszystko, co miała, i ? 

Pojechałam w podróż. Chwytałam się każdego zajęcia, z którego mogłam opłacić nocleg i jedzenie. Pracowałam głównie w knajpach. W końcu trafiłam do Europy i na kilka miesięcy zatrzymałam się w Anglii. Tam po raz pierwszy dostałam pracę jako towarzyszka starszej pani. Miała na imię Agnes. Ze zdziwieniem odkryłam, że taka praca daje mi ogromną satysfakcję.

Co myśli pani o tamtej dziewczynie sprzed 20 lat? 

Nie oceniam już jej. Mam dla niej dużo współczucia. Tego też nauczyli mnie umierający. Chociaż był czas, kiedy miałam do siebie mnóstwo pretensji. Tego krytycznego wewnętrznego głosu udało mi się tak naprawdę pozbyć dopiero po czterdziestce.

Pracę w opiece paliatywnej dostała pani przypadkiem. 

Po kilku latach wróciłam do Australii. Chciałam się realizować jako artystka. Komponowałam piosenki, grałam, pisałam, robiłam zdjęcia. Jak się pani domyśla, nie były to wielkie pieniądze. Nie chciałam obciążenia w postaci kredytu, nie stać mnie było nawet na wynajęcie mieszkania w Sydney, zaczęłam więc szukać pracy jako opiekunka osób starszych. Znalazłam agencję, która pośredniczyła w szukaniu takiej pracy, i tak trafiłam na Ruth - swoją pierwszą podopieczną.

Wkrótce okazało się jednak, że Ruth cierpi na śmiertelną chorobę i że zostało jej niewiele czasu. W ten sposób z towarzyszki życia stałam się opiekunką osoby umierającej. Modliłam się, żeby znaleźć pracę, która da mi poczucie sensu, i moje modlitwy zostały wysłuchane (śmiech). 

Śmierć Ruth była pierwszą, której była pani świadkiem. 

Nigdy przedtem nie widziałam umierającego człowieka. Jedynie umierające zwierzęta na farmie, na której się wychowałam. Już na miesiąc przed końcem stan Ruth dramatycznie się pogorszył. Dziś umiem rozpoznać zbliżającą się śmierć. Ale wówczas wszystko to było dla mnie nowe. I byłam tym przerażona. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Jak się zachować. Co mówić.



Nie miała pani żadnego doświadczenia. 

Miałam za to mnóstwo zastrzeżeń do swoich kompetencji. Bałam się, że tego nie udźwignę. Na szczęście w dniu, w którym umierała Ruth, nie byłam sama. Była ze mną doświadczona irlandzka pielęgniarka. Powiedziała, że jest ze śmiercią oswojona. Od małego widziała umierających ludzi. W jej kulturze członkowie rodziny i przyjaciele przychodzili pożegnać się z umierającym. Nie ukrywano śmierci tak jak w Australii.

Może to zabrzmi dziwnie, ale ona czuła się w tej sytuacji bardzo komfortowo. W przeciwieństwie do mnie wiedziała, co robić, i przez to była dla mnie dużym wsparciem. Również dlatego, że miała dystans. Nie była związana z Ruth tak jak ja. Ja spędziłam z Ruth ostatnie kilka miesięcy, dzień w dzień. Bardzo się z nią zżyłam. Jej śmierć, tak jak śmierć każdego z moich kolejnych pacjentów, była dla mnie ciężkim przeżyciem.

Jak długo opiekowała się pani pacjentami, zanim zmarli? 

Zwykle 8-12 tygodni, czasem krócej. Akurat z Ruth byłam 24 godziny na dobę. Z kolejnymi pacjentami spędzałam zwykle 12 godzin dziennie, od ósmej rano do ósmej wieczorem, pięć razy w tygodniu. W nocy zastępował mnie ktoś inny. Ale im śmierć była bliżej, tym więcej czasu poświęcałam pacjentom. Pod koniec byłam z nimi siedem dni w tygodniu, przez cały czas. Życzyli sobie, żeby ich główny opiekun ich nie opuszczał.

Powiedziała pani, że dziś potrafi rozpoznać, kiedy śmierć jest blisko. Jak? 

Nie umiem tego opisać słowami. To jest intuicyjne. Poziom energii moich pacjentów się zmienia. Każdy z nich jest inny, więc za każdym razem wygląda to inaczej, ale ja już wiem, że zostało im niewiele czasu.

Kiedy śmierć jest naprawdę blisko, pojawia się też taki charakterystyczny zapach... Lekko kwaśny, nie znam lepszego określenia, choć ten opis nie oddaje go w pełni. Bierze się stąd, że organy przestają działać i cały organizm się zatrzymuje.

Pod koniec w pacjentach pojawia się coś w rodzaju poddania... Akceptacji tego, co ma nadejść. Oni też wiedzą, że śmierć jest blisko.

Pani jest wierząca? 

Nie wyznaję żadnej religii, ale tak, wierzę w Boga.

Jak przyjmowali śmierć wierzący i ci, którzy nie wierzyli w żadne życie pozagrobowe? Czy to miało znaczenie? 

Ogromne. Ci, którzy wierzyli w jakiekolwiek życie po śmierci - czy byli religijni, czy nie - mieli w sobie znacznie więcej spokoju i zgody na to, co ma nadejść. Nie bali się tak bardzo. Niektórzy nie bali się w ogóle. Nie zaprzeczali też temu, że umierają. Wśród tych, którzy nie wierzyli w żaden ciąg dalszy, znacznie więcej było tych, którzy byli przerażeni śmiercią albo wręcz ją wypierali.

Wypierali? 


Dopóki się dało, dopóki nie byli tak strasznie chorzy, że nie można już było nikogo oszukać, udawali, że to się nie dzieje. Dopiero wtedy się poddawali. I większość w końcu akceptowała to, co ma nadejść. Na miarę swoich możliwości. Niektórzy walczyli do samego końca. Słyszałam o pacjentach, którzy umierali, będąc przeświadczeni, że jeszcze im się uda.

Niektórzy członkowie rodziny sami taili przed umierającym, że to już koniec. Dlaczego? 

Powody były bardzo różne. Niektórzy nie mówili bliskiemu, że umiera, z obawy, że tego nie uniesie. Inni sami nie byli się w stanie z tym faktem pogodzić. Jeszcze inni nie wyobrażali sobie, że rodzina będzie umiała to udźwignąć. Woleli milczeć, bo tak było łatwiej.



A co pani myślała? 

Za każdym razem, kiedy się z tym spotykałam, serce mi pękało.

<podzial_strony>
Dlaczego? 

Bo kiedy ludzie umierają, większość z nich i tak już czuje, co się dzieje. I bardzo pragną móc o tym rozmawiać. Jeśli nie mogą, to jest dla nich niezwykle bolesne. W niektórych przypadkach pacjenci sami postanowili skonfrontować się z rodziną. Nie mieli już nic do stracenia, więc mówili wprost, na przykład: "Ja wiem, że umieram". Chcieli mieć możliwość coś jeszcze wyjaśnić, pożegnać się, wyznać miłość swoim bliskim. Oszukując się, że śmierć nie nadchodzi, traci się szansę zamknięcia ważnych spraw.

Część pani pacjentów umierała w otoczeniu przyjaciół, rodziny. Ale byli i tacy, którzy odchodzili w zupełnej samotności. 

Ci, którzy odchodzili wśród bliskich, odchodzili w większym spokoju. Czasem te ostatnie tygodnie były wręcz przepełnione radością. Było dużo wspólnego śmiechu, rozmów. To był wyjątkowy czas dla całej rodziny, bo każdy z bliskich starał się wyciągnąć z tych ostatnich wspólnych chwil jak najwięcej. Nasycić się nimi. Zapamiętać. Umierający odchodził w poczuciu, że był kochany.

Jeśli natomiast pacjent umierał w samotności albo w domu, gdzie negowano śmierć, czuł się bardzo odizolowany. Pozostawiony sam sobie.<

Śmierć w ogóle jest przerażająca, a kiedy trzeba się z nią zmierzyć w pojedynkę, to przerażenie jest jeszcze większe. I dlatego rola opiekuna jest taka ważna. Jeśli nie ma innych bliskich, opiekun, który spędza z umierającym dużo czasu, rozmawia z nim, pielęgnuje go, poznaje coraz lepiej, bardzo się z nim zżywa. I staje się tą osobą, która pomaga pacjentowi odejść na tamten świat.

To jest wyjątkowa rola i przywilej, który często sprowadza się wyłącznie do kwestii pielęgnacji.

A przecież opiekun nie tylko przewija, myje, masuje, karmi i pomaga w toalecie, ale przede wszystkim jest ogromnym emocjonalnym wsparciem i dla pacjenta, i dla rodziny, jeśli ona jest.

Bo większość bliskich ma przecież swoje życie, obowiązki, których nie mogą zaniedbać, pracę, dzieci. Część z nich nie jest w stanie udźwignąć emocjonalnie takiego ciężaru, jakim jest odchodzenie bliskiej osoby. Rozumiem ich. Po to są ludzie tacy jak ja.

Większość pani pacjentów umierała we własnym domu, ale byli też tacy, którzy umierali w domu opieki. Domyślam się, że różnica jest ogromna. Jak bardzo? 

Największym problemem w domu opieki jest jakość tej opieki. Chodzi o to, że opiekunowie mają wielu pacjentów do obsłużenia i nie mają tyle czasu na budowanie więzi co opiekun, który ma tylko jednego pacjenta. To jest najistotniejsza różnica. W domu opieki ta samotność jest dojmująca. Rzadko pracowałam w takich warunkach, ale jeśli tak było, to robiłam, co mogłam, żeby z pacjentami stworzyć jakąś relację. Bardzo nad tym ubolewam, ale rzadko były one tak głębokie jak w przypadku pacjentów, którymi opiekowałam się w domu.

Co trzeba mieć, żeby być w tej pracy dobrym? Pacjenci panią uwielbiali. Pani sama czuła, że się sprawdza w tej roli. 

Przede wszystkim potrzebna jest empatia. Cierpliwość. Łagodność. Ja zawsze miałam łagodne usposobienie. Byłam delikatna, może nawet zbyt, ale te cechy w tym zawodzie akurat zagrały idealnie. Kiedy na przykład czesałam pacjentom włosy albo wsmarowywałam krem w ich obolałe plecy czy stopy, starałam się to robić z ogromnym wyczuciem. Oni to uwielbiali i w ten sposób również budowała się między nami bliskość.

Bardzo często przy tych zabiegach rozmawialiśmy. Ileż oni mi opowiedzieli historii! Ile było przy tym śmiechu! To przy nich nauczyłam się naprawdę słuchać. Zrozumiałam, że to jest największy dar, jaki można ofiarować drugiemu człowiekowi. A już szczególnie temu, którego dni są policzone.

O czym pani opowiadali? 

Większość lubiła po prostu powspominać. Dzielili się opowieściami z młodości, z dzieciństwa. Opowiadali o swoich przygodach, o tym, jak poznali miłości swojego życia, o tym, co przeżyli, zanim założyli rodzinę. Niektórzy snuli refleksje na temat przemijania i chcieli poznać moją opinię na ten temat.

Bardzo wielu z nich mówiło o tym, czego żałują. Niektórzy wyraźnie prosili mnie o to, żebym o tych żalach opowiedziała światu. Chcieli mnie ustrzec przed popełnieniem tych samych błędów.

To cierpienie, że już nie zdążą tego naprawić, że już nie dostaną kolejnej szansy, za każdym razem robiło na mnie ogromne wrażenie. To była najcenniejsza lekcja, jaką otrzymałam. Zmieniła mnie na zawsze do tego stopnia, że postanowiłam się nią podzielić z innymi. I bardzo się cieszę, że dane mi było zostać tym posłańcem.

Zrobiła pani listę pięciu rzeczy, których najczęściej żałują ludzie na łożu śmierci 

Ale nie chcę ich tu wymieniać w punktach, bo to bardzo zawęża dyskusję na ten temat. Nie da się o nich opowiedzieć w krótkim wywiadzie. W książce kontekst jest szerszy.

<podzial_strony>
Zdradźmy tyle, że nie chodzi ani o stan posiadania, ani o osiągnięcia. Tak naprawdę ludzie najbardziej żałują tego, że nie żyli w zgodzie ze sobą, że zaniedbali ważne relacje. 

Ale też tego, że nie mieli odwagi wyrażać swoich uczuć. To jest coś, co mnie poruszyło najbardziej. Dzisiaj jest zupełnie inaczej, ale na tamtym etapie życia nie umiałam być do końca szczera - ani wobec innych, ani wobec siebie. Często bałam się mówić otwarcie, co czuję, ponieważ obawiałam się konsekwencji - odrzucenia, krytyki. Ale zapewniam panią, że to jest nic w porównaniu z żalem, który na łożu śmierci przeżywali pacjenci, którzy całe życie kryli się z uczuciami. Naprawdę nic.

Jeden z nich, Jozsef, powiedział, że przez to, iż nigdy do końca nie wyjawił, co czuje, tak naprawdę nie dał swoimi bliskim szansy na to, żeby go poznali. Umierał w otoczeniu rodziny, ale tak naprawdę był samotny 


I proszę mi powiedzieć, czy to dopiero nie jest straszne? Jak to się ma do tego, że ktoś się skrzywi, jeśli powiemy mu, co czujemy?

Większość pani pacjentów była w sędziwym wieku. Mieli 80, niektórzy 90 lat. To było zupełnie inne pokolenie. Zastanawiam się, jak wielu z nich miało poczucie, że ich żal bierze się z ograniczeń wynikających z odgrywanych ról - kobiety, mężczyzny. 

Część kobiet rzeczywiście mówiła o tym, że gdyby tylko mogły wybrać, wybrałyby inaczej - na przykład poszłyby do pracy na pełen etat, uniezależniły się. Ale ponieważ żyły w czasach, w których te role były bardzo sztywno określone, w zasadzie nie miały wyboru i zapłaciły za to wysoką cenę.

Ale spotkałam również kobiety, które w ogóle nie kwestionowały swojej roli, a nawet widziały w tym czarno-białym świecie wiele dobrych stron. Cieszyły się, że nie musiały odgrywać jednocześnie kilku ról, nie musiały żonglować wieloma piłeczkami naraz tak jak kobiety dziś. Mogły się skupić na dzieciach, na domu, a zadaniem męża było zarobić na rodzinę. I ta klarowność, kto czym się zajmuje, bardzo im odpowiadała.

Wielu mężczyzn miało jednak pod koniec życia taką refleksję, że zbyt dużo czasu poświęcili pracy. 

Tak, w tym pokoleniu to był bardzo męski żal. Dzisiaj, jestem pewna, mogliby się pod nim podpisać zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Powtarza pani, że pacjenci bardzo wiele panią nauczyli, ale pani ich również. Wielu z nich udało się pani przekonać, że nigdy nie jest za późno na zmianę, nawet na dwa tygodnie przed śmiercią. Myślę choćby o Rosemary 

Rosemary, Rosemary Przez całe życie odpychała od siebie ludzi. Zniechęcała ich do siebie swoją oschłością, krytyką. A tak naprawdę bardzo ich potrzebowała, tylko bała się do nich zbliżyć.

Dzięki pani nabrała zaufania do świata. Zaczęła się nawet uśmiechać. A Charlie? Ten, który uważał, że nie trzeba mówić bliskim, że się ich kocha, wystarczy to okazać? 

Przekonywałam go przez kilka tygodni, że między jednym a drugim jednak jest różnica. I że - mimo iż może mu się wydawać, że "to widać" - nie do końca tak jest. W końcu udało mi się go przekonać, jak ważne jest to, by powiedział synowi, że go kocha, zanim odejdzie. Zrobił to i to było coś niesamowitego, przełomowego w ich relacji.

To prawda. Ta nauka szła w obie strony. Ale tak jest chyba zawsze w relacjach międzyludzkich. Jesteśmy tu po to, żeby się czegoś od siebie nawzajem uczyć i dzięki temu zmieniać się na lepsze.

Jest jeszcze Doris. Starsza pani, która umierała w samotności w domu opieki. Kiedy ją pani poznała, była kupką nieszczęścia. Żałowała, że przed laty zerwała kontakty z czterema bliskimi przyjaciółkami. Pani postanowiła je odszukać. 

Niestety, tylko jedna z nich żyła. Ale Doris zdążyła z nią nawiązać kontakt. Przegadały przez telefon kilka godzin. Widziałam, jak ją to uszczęśliwiło. Tej samej nocy zmarła Myślę, że ten telefon pozwolił jej odejść w poczuciu, że kogoś jednak obchodzi jej śmierć.

Czy w tym okresie, kiedy pracowała pani jako opiekunka paliatywna, ktoś dbał o panią? 

Nie. Nikt. To był bardzo niestabilny czas w moim życiu. Świetnie zajmowałam się innymi, potrafiłam wiele z siebie dać, ale zupełnie nie umiałam zadbać o siebie. Bardzo często się przeprowadzałam, mieszkałam po znajomych. W najgorszym okresie spałam w samochodzie. Nie stać mnie było na hotel, a żaden z przyjaciół nie mógł mnie wtedy ugościć.

Uwielbiałam swoją pracę, ale po pierwsze, była nieregularna, a po drugie, nisko płatna, bo nie miałam wysokich kwalifikacji. Nie było tak, że kończyłam pracę u jednego pacjenta, a potem szłam od razu zajmować się drugim. Nie dałabym rady tak funkcjonować.

<podzial_strony>
Przecież byłam z tymi ludźmi tak blisko, jak tylko się da, więc po wszystkim przez jakiś czas dochodziłam do siebie - fizycznie, psychicznie, przejadając oszczędności. Tak to się kręciło.

Przez osiem lat. 

Pod koniec zaczęłam już się czuć wypalona. Nie miałam skąd czerpać energii. Jeden z moich ostatnich pacjentów radził mi: "Powinnaś wrócić do świata żywych". Miał rację. Narastało we mnie poczucie, że zajmując się ciągle innymi, uciekam od własnych problemów, własnego cierpienia. Był we mnie niepokój, który wciąż kazał mi zmieniać miejsca, nie pozwalał zapuszczać korzeni. Kiedy w końcu postanowiłam się zatrzymać i gdzieś osiąść, załamałam się. Nie dlatego, że zbyt wiele i zbyt długo dbałam o innych, ale dlatego, że przez ten czas nie potrafiłam zadbać o siebie.

oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

wegetariański smalec...uwierzycie ?

piątek, 18 listopada 2016 23:47

 

Wegetariański smalec fasolowy z prażoną kaszą gryczaną



 
 
 
 

Składniki:

 Prażona kasza gryczana:
  • 1/2 szklanki ugotowanej kaszy gryczanej
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki, do kupienia
  • 1 łyżka oleju roślinnego
  • sól i czarny pieprz

Smalec:

  • 1 cebula (70 g)
  • 1 jabłko  (120 g)
  • 1/2 łyżeczki trzcinowego cukru
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziarna jałowca
  • 2 ziela angielskie
  • 40 g oleju rzepakowego
  • 250 g ugotowanej fasoli
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżka posiekanej świeżej pietruszki
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • 1/2 łyżeczki suszonego majeranku
  • sól i czarny pieprz

Wykonanie:

Kaszę gryczaną mieszamy z olejem i przyprawami. Rozkładamy kaszę równomiernie na blaszce do pieczenia (wykładamy ją papierem do pieczenia) i pieczemy do chrupkości kaszy czas 15 min temp. 200.

Do naczynia Thermomix dajemy cebulę i jabłko kroimy czas 15s/obr.4 dolewamy olej, dodajemy przyprawy (liść laurowy, jałowiec i ziele angielskie) i cukier. Podduszamy czas 10 min/100 stopni/obr. wsteczne soft. Całość przekładamy do innego naczynia. Wyjmujemy ziarenka przypraw i liść laurowy.

Do naczynia Thermomix dajemy fasolę, sos sojowy, tymianek, majeranek, świeżą natkę pietruszki oraz przyprawy miksujemy czas 30 s/obr.6-7 (nie musimy dokładnie mieszać) Dodajemy cebulkę z jabłkami oraz kaszę gryczaną.

Mieszamy z pomocą kopystki czas 20 s/obr 4.

Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Smalec smakuje najlepiej następnego dnia. Polecam wersję  ogórkiem kiszonym.

 

 

Thermomix przepisy. Wegetariański smalec fasolowy z prażoną kaszą gryczaną.

 

Thermomix przepisy. Wegetariański smalec fasolowy z prażoną kaszą gryczaną.


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

na murzyna ...

czwartek, 17 listopada 2016 20:26

 

 

Logo
 
 
 
 
 

 

17 listopada 2016 13:00

Marsz Niepodległości po raz drugi odbył się bez żadnych incydentów - to bardzo zła wiadomość dla Gazety Wyborczej. Na tyle zła, że jeden z redaktorów dziennika postanowił ucharakteryzować się na Murzyna i pójść na manifestację narodowców.

Do prowokacji przyznał się Jacek Hugo-Bader, który zdał relację na łamach "Dużego Formatu". "Reporter od biedy może sobie na coś takiego pozwolić. Żeby wleźć w cudzą skórę i udawać zupełnie kogo innego" - pisze. 

Redaktor gazety Adama Michnika wczuł się w rolę. "Idziesz i zastanawiasz się: czy jesteś wrogiem? Nie czujesz się, ale jak upaprałeś gębę na czarno, to może jednak jesteś" - relacjonuje. Rozważał nawet zrzucenie z mostu Poniatowskiego przez "facetów w czarnych kurtkach". 

"Ważniejsze, co oni o tym myślą, i kombinujesz, czy ich wyprzedzić, bo zwykle chodzisz szybko, czy przejść na drugą stronę ulicy, albo poczekać, żeby mijanka wypadła nad wodą, a nie nad plażą albo bulwarem – i czy śmierć przez zrzucanie z mostu też jest brana pod uwagę?".

"Czarnuch", jak zatytułował siebie Hugo-Bader, oczekiwał na tłum przy ul. Kruczej. "Odpalają race, petardy, świece dymne, groźnie jest, strasznowato, frontowo, kibicowsko, Czarny staje przy Kruczej i przepuszcza pochód przed sobą, gapi się, a wszystko, co wybucha, jakoś gęsto pada koło niego". Klimat jest, napięcie też. To przecież maszeruje faszyzm!

Hugo-Bader vel "Czarnuch" przez 30 minut pochodu naliczył... "dwie słowne napaści" (sic!). Strach się bać. Ale najgorsze miało dopiero nadejść.

Na redaktora Wyborczej zaczaiło się bowiem dwóch osiłków, którzy "Czanego" zaczęli popychać i szarpać, mało nie doszło do bójki. W obronie ofiary stanęło jednak dwóch uczestników Marszu Niepodległości, którzy załagodzili sytuację. 

Przebrany dziennikarz, z pomocą "znajomych dziewczyn", które "przypadkowo" robiły zdjęcia całej sytuacji, dochodzi do wniosku, że to nie mogli być uczestnicy pochodu. Pewnie to policjanci w cywilu, bo "twarze inteligentne". W końcu wiadomo - każdy narodowiec to prymityw i cham. 

Czy prowokacja się udała? Zapewne nie. Nikt nie został pobity, doszło jedynie do "agresji słownej" i szarpaniny. Kilkadziesiąt tysięcy "faszystów" przeszło obok "Czarnucha" i co? I nic. "Faszyzm" nie traki groźny, jak redakcja na Czerskiej go opisuje! 

"Czarnuch" cały i zdrowy wrócił do domu.

 

źródło: wyborcza.pl

N.


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

.....?!

środa, 16 listopada 2016 23:51

Dziś na FB znalazło się takie zdjęcie z komentarzem .Sama nie wiem co o tym myśleć ? Znalazło się na portalu Newsweb.pl  :

http://newsweb.pl/2016/04/19/pracownik-bor-z-przestrzelona-glowa-w-smolensku-to-zdjecie-nie-zostalo-wlaczone-do-raportow/

 

Pracownik BOR z przestrzeloną głową w Smoleńsku. To zdjęcie nie zostało włączone do raportów

 
 

To zdjęcie zdaje się jednoznacznie wskazywać na to, że jedna z ofiar katastrofy smoleńskiej została uwieczniona na fotografii z przestrzeloną głową. Co ciekawe, fotografia ta nie została przeanalizowana na potrzeby rosyjskich ani polskich raportów mających na celu wyjaśnić przyczyny tragedii.

 

Z naszych informacji wynika, że na zdjęciu znajduje się pracownik Biura Ochrony Rządu. Niewykluczone, że jest to jeden z dwóch poszkodowanych, którzy przeżyli zderzenie z ziemią. Intrygującą ranę wchodzącą z tyłu a wychodzącą z boku głowy analizował portal smolenskcrashnews.com. Najprostszy schemat pokazuje, że rana jednoznacznie wskazuje na postrzał z broni palnej.

kulka

Rana od wejścia kuli nosiła ślady krwi, ale i w jej okolicach skóra nieco zmieniła barwę. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że były to ślady proszku po postrzale. W miejscu, gdzie kula miałaby wyjść z ciała ofiary również znajdowały się ślady krwi oraz tkanki mózgowej.

Komisje powołane przez Donalda Tuska i stronę rosyjską do dziś utrzymują, że na miejscu katastrofy nigdy nie padły strzały.

 

 

oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

od pucybuta do premiera ....i wyżej ; )

środa, 16 listopada 2016 23:31

 

 

Każdy z nas ma takie nagrania lub zdjęcia, których najchętniej by się pozbył. Nawet sam Donald Tusk, który zapewne chciałby już zapomnieć o tym, że zaśpiewał kiedyś w kultowym programie muzycznym.

Jeśli jeszcze nie widzieliście, tak śpiewa nasz były premier:

 

 

Szczerze mówiąc to teraz nie dziwię się, że nie zabłysnął zdolnościami równieżw polityce - wyjatkowe beztalencie !   


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Temacik na dziś ....

niedziela, 13 listopada 2016 22:43

 

W kontekście awantury z wyborami w USA warto obejrzeć ten film. Komuś jest bardzo nie na rękę wybór Trumpa. Na elity polityczne zarówno w Stanach jak i w Europie padł blady strach  :

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Listopadowa noc z Cohenem ....

niedziela, 13 listopada 2016 4:49

 

4.00 rano !   Dawno nie pisałam w nocy. Dziś jednak ból stóp był tak nieznośny, że nie dał mi usnąć. Drzemałam więc tylko, kręcąc się w łózku niemiłosiernie i w końcu zrezygnowana postanowiłam wstać.

Może spowodował to księżyc, który w tych dniach jest  najbliżej ziemi od 100 lat ? Może energia moich bliskich daje się z tego powodu odczuć jakoś bardziej intensywnie niż zwykle - w domu bowiem ciągle coś stuka w oddalonych ode mnie miejscach, w których powinno być cicho. Puk ...w kuchni na dole, puk....w przeciwległym rogu sypialni, ...puk w salonie ...puk...puk...puk...

Zrobiłam sobie herbaty i co mi się nigdy nie zdarza - kanapkę z masłem...i usiadłam do komputera. Sen odleciał zupełnie.

Jest cicho, ciemno ...a za oknem mróz i księżyc taki duży i bliski.

W garażu cicho - i psiska pewnie śpią na rozłożonym materacu ( do swoich bud nie chcą włazić ) wiec zawłaszczyły garaż a autko rdzewieje sobie spokojnie przed domem.

Ze smutkiem stwierdzam, że kres życia Foreta się zbliża. Psisko prawie głuche ( słyszy tylko bardzo głośny gwizd) i  ślepe na jedno oko. Z pewnością boli go także kręgosłup bo porusza się wolno ...jednak czasem daje się Dżihadowi sprowokować i bryknie znienacka jak młody pies.

Dziwi mnie także nieobecność kota. Alek mówił, że wpuścił go do domu na noc, ja jednak kociny nie widzę. Otworzyłam nawet dwukrotnie drzwi balkonowe i wołałam, jednak mróz nieprzyjemnie polizał moje gołe nogi, więc jeszcze szybciej je zamknęłam.

Jeśli nie ma go w domu , to z pewnością został u Michała na kolacji. Kocio chadza często do mojego syna w drugiej części domu i tam dostaje drugą kolację - łakomczuch.

Potem rano siedzi pod drzwiami balkonowymi i z obrażonym miaaaał leci do miski w kuchni udając że jest skrzywdzony i głodny.

Noc .... 4.30 a za oknem ciągle ciemno....

Teraz siedząc przy komputerze jakby mniej czuję bolące stopy, choć z miesiąca na miesiąc cierpię na nie coraz bardziej. Gdybym miała opisać ból, który towarzyszy mi 24 godziny na dobę - to jet to uczucie ciasno zasznurowanych butów, w których są ostre kamienie. Stopy palą, pieką, rwą, drętwieją - palce podwijają się pod spód, lub wykręcają w bolesnych skurczach. Każdy krok boli ...i zniechęca do chodzenia.

Zrobiony w zeszłym miesiącu rezonans wykazał ucisk na nerwy w kręgosłupie lędźwiowym - badanie neurologiczne polineuropatię cukrzycową . Komplet przyjemności których nic nie potrafi znieczulić. Zresztą watroba nie znoisłaby takiej ilości leków.

Cierpię więc coraz bardziej ...i ta świadomość bezsilności medycyny ( prof. Podgórski powiedział że nie będzie mnie operował ze wzgledu na możliwe powikłania ) powoduje moje zniechęcenie i depresję. Została poradnia leczenia bólu i wątpliwie skuteczna rehabilitacja ...no i jeszcze cud !  ; )))

Odganiam złe myśli...Pomyślę o tym później - postanawiam i staram się żyć w miarę normalnie...no chyba że w taką listopadową noc ból jak kat obudzi mnie i nie daje zasnąć ...

" ... Listopadowy mrok - jak kat, nad śpiącym miastem groźnie stanął. Wśród pustych ulic swiszcze wiatr - stukają buty esesmanów ..." - przypomniał mi się fragment wiersza ...

 

Listopadowa noc ...

 

Umarł Leonard Cohen. Wspaniały muzyk i poeta, którego ojciec był z pochodzenia Polakiem. Artysta niezwykły , wyciszony, dyskretny obdarzony pięknym niskim głosem... dance me ...dance me to the and of time ...

 

I ja już nie zatańczę ... chyba straciłam wiarę ...a tak lubię tańczyć ...

 ... żegnaj Leonardzie !

 

 

 

 

 

 

Kilka dni temu Cohen wydał ostatnia swoją płytę pod wiele znaczącym tytułem : ....You Want it Darker      

A na niej przepiękną piosenkę : I am ready My Lord

 

 

 

 


oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Światełko dla Dziadków !

piątek, 11 listopada 2016 20:58

 

Dziś dzień wyjątkowy. W kapliczce ogrodowej zapaliłam znicze dla moich Dziadków i Stryjów ... 

 

Moi Kochani Dziadkowie : Stanisław Michalczyk - Piłsudczyk IV Pułk Strzelców Konnych( 1 zdj. w środku ) Ranny i internowany - odznaczony Krzyżem Piłsudskiego z mieczami.

 

Władysław Zelenay ( 2 zdj prawy górny róg) - za działalnośc w organizacji " Wachlarz" rozstrzelany przez Niemców razem ze swoim 17 letnim synem Stefanem Zelenayem( harcerzem organizacji młodych )w Brześciu n/Bugiem ( 3 zdj, po lewej )

 

Stryj Adolf Zelenay - Komandor - dowództwo główne AK pseudonim " Marek"( 2 zdj lewy górny róg). Na przedostatnim zdjęciu dziadek Stanisław składa raport na Zlocie Gwiaździstym. Na ostatnim zdjęciu pogrzeb Dziadka.

 
 
Zdjęcie użytkownika Ewa Zelenay.
Zdjęcie użytkownika Ewa Zelenay.
Zdjęcie użytkownika Ewa Zelenay.
Zdjęcie użytkownika Ewa Zelenay.
Zdjęcie użytkownika Ewa Zelenay.
 

oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jaki jest koń Polski każdy widzi !

piątek, 11 listopada 2016 20:29

 

Jaki jest koń Polski każdy widzi   : )  

 

Oczywiście mówię o dwóch alternatywnych marszach " Marszu Niepodległości" i marszu KODomitów.

Cieszy mnie to, że w końcu ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę kto jest zwolennikiem KODu i może widzi, że nie warto angażowac się w przegraną sprawę.  

Jest moc !  Jest prawdziwie polski Rząd, świetny Prezydent i Pierwsza Dama, że o pani Premier nie wspomnę. Cieszy mnie to.

Cieszy również fakt,  że dzięki wyborom w USA, wygranych przez Trumpa zarówno Europa jak i nasi obywatele zobaczą " wyborczą sytuację polską" z pewnego oddalenia. Jak wiadomo z daleka widać lepiej i mam nadzieje, że ślepcy i głupcy przejrzą w końcu na oczy - czego im w tym pięknym Dniu Niepodległości najserdeczniej życzę !

 

Niektórym z moich byłych znajomych nienawiść oślepiła oczy na tyle, że dołaczyli do grupy o niby śmiesznej nazwie " Podłączyli internet w psychiatryku " czy innych równie chamskich i głupich grup anty Jarosławowi Kaczyńskiemu i PIS - życzę żeby zaczęli analizować sytuację w naszym kraju i na świecie ...  żeby w końcu zaczęli czytać ze zrozumieniem i żeby zaczęli MYśLEĆ - bo jak mówił mój Tato :

" Myślenie ma kolosalną przyszłość  ! "

Na szczęście tych "nie czytatych" jak widać na ulicach coraz mniej...

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Porażająca wypowiedź Trumpa ... musicie to zobaczyć !

czwartek, 10 listopada 2016 23:40

 

No i mamy nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych ...

Osobę nie zwiazaną z polityką, człowieka którego reakcję, jak twierdzą komentatorzy są trudne do przewidzenia. Trump stoczył z Clinton prawdziwie brutalną walkę.

Wygrał i rozpętał prawdziwe medialne piekło zarówno wśród demokratów w USA jak i w całej Unii Europejskiej.  Histeria, histeria, histeria...

 

Całe te amerykańskie wybory oraz reakcje opozycji do złudzenia przypominają wybory w naszym kraju.  Amerykańska wersja KODu rozpoczęła atak na nowego Prezydenta.

 

Dla tych, którzy mają jeszcze wątpliwości , czy Amerykanie dokonali własciwego wyboru zamieściłam film , który naprawde mnie poruszył - tak jest prawdziwy ...

 

Wszystkie moje komentarze w zestawieniu z tym filmem są zbędne !

 

Zresztą zobaczcie sami:

 

Jeśli załaczony film się nie otworzy kliknijcie na poniższy link i obejrzyjcie na You Tube  :

 

https://www.youtube.com/watch?v=G9hw_Xv5ui8      

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chiny - i ciekawe czasy ...

wtorek, 08 listopada 2016 1:25

 

Niebawem się dowiemy kto zostanie kolejnym prezydentem USA ?.

To od decyzji i otoczenia tej osoby zależeć będą losy świata.

Układ geopolityczny zmienia się bowiem nieustannie ...

Jak wiecie niedawno wróciłam z Chin - wrażenie jakie na mnie zrobiło to państwo było ogromne.

Rozwój ekonomiczny i militarny tygrysa Azji naprawdę napawa mnie strachem, bo rośnie potężny przeciwnik dla USA. 

Późno już, ale właśnie przed chwilą trafiłam na bardzo ciekawy film na YT.

Bardzo go Wam Polecam - bo daje świetne spojrzenie na równowagę, lub bardziej nierównowagę , która się nieustannie powiększa ...Chiny rosną jak ciasto drożdżowe ... z kim będą trzymały Chiny ? Co zrobi USA, Rosja ?

Jeśli Chińczycy sprzymierzą się z Rosją - to czy Amerykanie ciągle będą nas bronić ?  Śmiem wątpić  .... Znajdziemy się na miejscu " zgniotu" płyt "tektonicznych - politycznych" - strach się bać !

" Obyś żył w ciekawych czasach  !" - mówi przekleństwo chińskie ...

Nasze czasy stają się coraz bardziej " ciekawe" Mamy dość dobre stosunki z Chinami. Twierdzą że możemy być dla nich świetną bramą do Europy...

No, pożywiom - uwidzim !

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krzem - pierwiastek życia ...

niedziela, 06 listopada 2016 0:28

 

Dziś wpis o pierwiastku zapomnianym a faktycznie jednym z najważniejszych pierwiastków potrzebnych do życia. Jest on bowiem łacznikiem pomiędzy naszym mózgiem a komórkami - Trochę tak jak z komputerem i przewodzeniem informacji . Myślę, że warto się nim zainteresować.

 

 Zapotrzebowanie na krzem - właściwości, rola w organizmie i jego niedobory.

 
Fot. JJ Harrison (jjharrison89@facebook.com)/Wikipedia CCFot. JJ Harrison (jjharrison89@facebook.com)/Wikipedia CC

Fale informacji zalewające nasze umysły niejednokrotnie wprowadzają nas w stan dezorientacji. Narastające wątpliwości nasuwają coraz więcej pytań. Jak skutecznie wspomóc organizm i zapobiec chorobom? Czy istnieje złoty środek na istniejące schorzenia? Czy wiesz jakie konsekwencje dla naszego organizmu niesie niedobór krzemu?

 


Życiodajny pierwiastek

Krzem (Si) odgrywa bardzo ważną rolę dla ludzkiego organizmu. Zapotrzebowanie na ten pierwiastek wynosi około 20 mg na dobę. Niestety przetworzone jedzenie dostarcza nam zaledwie 3 mg krzemu na dobę, przez co około 90 proc. społeczeństwa cierpi z powodu niedoboru tego pierwiastka.

Dlaczego krzem jest tak ważny? Niektórzy naukowcy uważają, że bez niego życie na Ziemi nie byłoby możliwe. Badania potwierdzają, iż odpowiedni poziom Si pozwala zachować równowagę i umożliwia wchłanianie 70-ciu innych pierwiastków niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania wszystkich struktur i układów organizmu. Krzem bierze udział w procesach metabolicznych wapnia, sodu, siarkichloru, cynku, fluoru i wielu innych. W przypadku jego niedostatecznej ilości, niemożliwe jest przyswajanie pozostałych mikroelementów, co zaburza równowagę organizmu, w efekcie doprowadzając do rozwoju chorób. Poziom zaopatrzenia w pierwiastek różni się w zależności od wieku, płci oraz stanu fizjologicznego. Największe zapotrzebowanie mają kobiety w ciąży, kobiety karmiące oraz dzieci. Z wiekiem zapotrzebowanie na krzem maleje.

Tak wygląda krzem. 
 
Fot. JJ Harrison (jjharrison89@facebook.com)/Wikipedia CCFot. JJ Harrison (jjharrison89@facebook.com)/Wikipedia CC

Rola krzemu w organizmie



Krzem wpływa na utrzymanie dobrej kondycji skóry, włosów, paznokci zachowując ich elastyczność i odporność na zakażenia bakteryjne i grzybicze. Jest niezbędny w syntezie kolagenu. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Wzmacnia naczynia krwionośne zwiększając elastyczność i odporność na uszkodzenia mechaniczne. Ma pozytywny wpływa na poziom ciśnienia krwi oraz drożności naczyń żylnych i tętniczych. Krzem zapobiega odkładaniu się cholesterolu. Odpowiada za prawidłowy przepływ informacji między mózgiem, a naczyniami krwionośnymi. Dzięki dobrej komunikacji rozszerzanie i obkurczanie naczyń krwionośnych przebiega prawidłowo. Krzem spełnia niezwykle istotną funkcję w procesie tworzenia oraz regeneracji kości, chrząstek i ścięgien. W miejscach złamania jego poziom wzrasta nawet kilkadziesiąt razy. Jest niezbędny w profilaktyce przeciw osteoporozie, chorobie Alzheimera, cukrzycy, chorobie nowotworowej, miażdżycy i wielu innych.

Krzem − pogromca drobnoustrojów

Dzięki właściwościom adsorpcyjnym krzem ma zdolność przyciągania do siebie wirusów, grzybów, pasożytów i bakterii, które są następnie wydalane z organizmu. Niedobory krzemu sprzyjają rozwojowi mikroorganizmów, co może doprowadzić do stanów patologicznych. Naukowcy zaobserwowali obniżony poziom krzemu u osób chorych na nowotwory, cukrzycę, arteriosklerozę, reumatoidalne zapalenie stawów i wielu innych. Obniżenie poziomu krzemu występuje także w przypadku grypy czy anginy. 

 
 
 

Krzem w pożywieniu



Krzem zawarty w roślinach może pomóc w leczeniu pewnych schorzeń. Włączenie krzemu do diety zwiększa mineralizację kośćca nawet przy diecie nisko wapniowej, wpływając na prawidłowy rozwój szkieletu i mięśni − wykazała prof. Edith M. Carlisle, z Zakładu Nauki o Środowisku i Żywieniu, Uniwersytetu Kalifornia. Stwierdzono, iż produkty z krzemem są skuteczne także w leczeniu dolegliwości żołądkowych (zapalenie żołądka, wzdęć czy zgagi).

Naturalny kwas krzemowy znajdziemy głównie w otrębach i w łuskach ziaren. Dużo krzemu mają trawy bagienne, płucne ziele, proso, jęczmień, owies, brązowy ryż, ziemniaki, szpinak, ogórek, morele czy truskawki. Warto sięgać po produkty nieprzetworzone, gdyż rafinacja pozbawia pożywienie tego cennego pierwiastka. Osoby, których dieta bogata jest w produkty z białej, wysokooczyszczonej mąki nie otrzymują wcale albo bardzo niewiele kwasu krzemowego. 
 
 


 
 
 

Niedobory krzemu − jak uzupełniać?



Woda krzemionkowa jest jednym z najłatwiejszy sposobów uzupełniania niedoborów krzemu w organizmie. Wystarczy kupić kilka krzemieni, wrzucić do 5-litrowego baniaka z wodą źródlaną i odstawić na 3 dni. Uwaga, nie należy wypijać wody z dna (ostatnie 3-4cm), ponieważ mogą znajdować się tam zanieczyszczenia powstałe w wyniku reakcji z krzemem. 

Także dobry źródłem tego cennego pierwiastka jest skrzyp polny. Napar ze skrzypu polnego można dodawać do kąpieli lub pić w postaci herbatki ziołowej. Wystarczy 60 gramów skrzypu polnego umieścić w garnku o pojemności 8-10 litrów, zalać wodą,  zagotować i odstawić na 3-4 godziny. Gotowy napar można pić, gotować na nim potrawy, stosować jako kompresy czy płukanki  do gardła. 

Wodę krzemionkową najlepiej przechowywać w temperaturze pokojowej, wtedy na długo zachowuje swoje właściwości. 

Krzem ma niezwykle ważne znaczenie dla zachowania zdrowia i odporności organizmu. W medycynie naturalnej jest zalecany przy wielu schorzeniach i dolegliwościach. Jak wynika z badań dr Anatola Rybczyńskiego, onkologa i chirurga, podawanie chorym na nowotwór zjonizowanej postaci krzemu zwiększa szansę na powrót do zdrowia.

oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Śmierć pnia mózgu nie istnieje - mówi Ewa Błaszczyk

sobota, 05 listopada 2016 21:09

 

Ewa Błaszczyk: nie oddam swoich organów. Tłumaczy dlaczego

Ewa Błaszczyk (fot. Maksymilian Rigamonti)

Śmierć pnia mózgu nie istnieje. Lekarze transplantolodzy pobierają organy od żywych ludzi - tak kilkanaście dni temu mówił prof. Jan Talar, który zajmuje się ludźmi znajdującymi się w śpiączce. - Nie jestem za eutanazją. Nie chciałabym, żeby człowiek zajmował miejsce Pana Boga. Nie ma Boga, to znaczy wszystko wolno. A ja takiego świata nie chcę - podkreśla z kolei aktorka Ewa Błaszczyk w rozmowie z Magdaleną Rigamonti. Błaszczyk deklaruje, że nie podpisze zgody na to, aby po śmierci pobrać jej organy.
 

Ewa Błaszczyk: Nie jestem lekarzem, neurologiem, neurochirurgiem. Wiem tylko, że na świecie istnieje problem określenia śmierci mózgowej. Na ten temat się rozmawia. To bardzo trudne, bo niejednoznaczne. Najwięksi specjaliści zastanawiają się nad tym, gdzie to jest, gdzie jest świadomość. A mam doświadczenia związane z moim dzieckiem. Nie byłabym w stanie podjąć takiej decyzji, że ktoś, że ona nie żyje. I tyle. Mam też przeczucie, intuicję, wiarę, mam też sygnały i mam za sobą rozmowy z lekarzami, którzy nigdy nie stwierdzili śmierci mózgu. Raczej mam sygnały, że coś tam jest, że jest jakaś świadomość.

Nie wiem, jakbym się zachowała, gdyby ktoś mnie zaczął przekonywać, udowadniać, że nic w mózgu mojej córki nie ma. (..) Natomiast wiem, i mówię to tylko za siebie, że choćby nie wiadomo kto mi udowadniał śmierć mózgu mojego dziecka, to siedziałabym 28 godzin na dobę przy dziecku i wypatrywałabym sygnałów. Musiałabym wtedy zrobić wszystkie badania jakie są na świecie dostępne, a i tak nie miałabym pewności. Nie posunęłabym się na milimetr w swoich decyzjach, jeśli nie byłabym w stu procentach przekonana. Ponieważ nie mam do czynienia z takim zjawiskiem, bo ja z Olą mam kontakt, wiem że mam, to nie myślę, nie chcę nawet o tym myśleć, nie chcę sobie tego wyobrażać… Zapyta pani: a gdyby… To się zaczyna nowe opowiadanie. A gdyby było widać wszędzie totalny brak reakcji: sztywne źrenice, totalnie płaskie EEG…

To?

Nie jestem za eutanazją. Nie chciałabym, żeby człowiek zajmował miejsce Pana Boga. Nie ma Boga, to znaczy wszystko wolno. A ja takiego świata nie chcę.

Na stronie Pol-Transplantu są do pobrania dokumenty. Pani już takie dokumenty wypełniła.

Nie. Nie wypełniłam deklaracji, że chcę oddać swoje organy.

Tam są dwa rodzaje dokumentów - jedne to zgoda na pobranie organów, drugie sprzeciw.

Przecież, jeśli nie podpisuję zgody na to, by oddać swoje organy, to znaczy, że nie wyrażam na to zgody. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że coś jest nie tak. Dlaczego coś takiego mam podpisywać? Nie zgadzam się też, by ktoś decydował za mnie. Nie myślę tak dobrze o ludziach. Nie ufam, że ktoś podejmie właściwą decyzję. (…) Nie będę się zgadzać z takimi uregulowaniami prawnymi, które stwarzają możliwość do manipulacji w majestacie prawa. To jest niebezpieczne.

To zapytam wprost. Oddałaby pani swoje organy?

Gdybym nie żyła… I wracamy do początku naszej rozmowy, do tzw. śmierci mózgu.

Gdzie jest teraz pani córka Ola?

Tu, w domu.

W jej imieniu wypełni pani dokumenty w Pol-Transplancie?

Jeśli już zrobię ruch, to wszystkich nas wpiszę na tę listę ludzi, którzy się na to nie zgadzają.

Bo nie ma pewności, kiedy ta śmierć następuje?

Nie ma pewności i nie ma zaufania do tego kogoś, kto taką decyzję podejmuje. (…) Najtrudniejsze do zdiagnozowania są te stany zawieszenia, przebywania na krawędzi życia i śmierci. Na początku, kiedy podtrzymuje się funkcje życiowe, to doświadczeni neurolodzy zawsze mówią: trzeba czekać. Robić swoje i czekać. Czekać, żeby ta decyzja nie była pochopna. Jak trafiłam na dr. Barbarę Szal Karkowską, która Olę ratowała, a Ola miała płaskie EEG, to dr powiedziała: nie takie płaskie żeśmy tutaj oglądali. Trzeba czekać. I zaczęło się falować.

Kiedy?

Po wielu miesiącach. Musiał zejść obrzęk mózgu. Trzeba mieć wielką cierpliwość. Jak się lekarzowi choć raz pacjent obudzi po roku, to się już nie ma on już tendencji do wydawania takich łatwych wyroków. 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziwna dieta ? ... a może warto spróbować ;)

piątek, 04 listopada 2016 16:27

 

30 października 2016 20:38
 
 

Oto dieta - cud na schudnięcie! Kawa z ... masłem i chudniesz pół kilo dziennie?

 

 

KAWAMASŁODIETAODCHUDZANIE

  FLICKR

 

W Polsce coraz więcej ludzi chce się odchudzić. W wielu przypadkach przeradza się to w chorobę. Ale są pewne kuracje odchudzające, które naprawdę nie szkodzą zdrowiu i ... działają. Daily Mail opublikował materiał o pewnej technice na szybkie, zdrowe i wygodne chudnięcie.

 

 

Dieta kawa z masłem - bo o niej mowa - bije ostatnio rekordy popularności. Jest prosta i jak twierdzi jej autor, bardzo skuteczna. Wypijając kawę według jego przepisu z samego rana, chudnie się pół kilograma dziennie.

Asprey - autor owej kuracji - mówi, że wypijanie rano kawy z tłuszczami nasyconymi powoduje, że organizm spala nie tylko te ostatnio spożyte, ale i te zmagazynowane w naszym ciele. Pomysł na dietę podsunęła mu tradycja ajurwedyjskich mnichów, którzy piją „maślaną herbatę” codziennie rano na przepływ energii. Dodał, że sam osobiście schudł na tej diecie 45 kilo bez żadnego wysiłku.

Przepis na owy "cud" jest prosty: Przygotowujemy kawę ze świeżo zmielonych ziaren, dodajemy łyżkę masła i łyżkę oleju kokosowego, mocno mieszamy. Ma 400 kalorii. I to koniec!

 


oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 10 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  217 279  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Niecodzienna codzienność - a w niej kobieta matka, córka, żona, kochanka ... i co kto jeszcze chce. Młoda - ciągle młoda - zawsze młoda do końca jego i do końca świata .... Ewa

 ...

więcej...

Niecodzienna codzienność - a w niej kobieta matka, córka, żona, kochanka ... i co kto jeszcze chce. Młoda - ciągle młoda - zawsze młoda do końca jego i do końca świata .... Ewa

 

do ZLP.jpg

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 217279
Wpisy
  • liczba: 1742
  • komentarze: 1926
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 2463 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl